POWRÓT

Zbyszku... a może – Ty, Dominiak

Zbigniew Nowak

 .

 

Już nigdy nie dowiem się, dlaczego, zwracając się do mnie, często mówiłeś: – Nowak (właśnie tak). Nie absorbowało to specjalnie mojej uwagi, więc nie wiem, kiedy usłyszałem ten zwrot po raz pierwszy. Pamiętam niestety, kiedy po raz ostatni. Powiedziałeś to, ba – wykrzyczałeś, w ostatnich dniach stycznia 2002 roku na Okęciu, kiedy z grupą przyjaciół witaliśmy Cię po powrocie z ostatniej podróży zagranicznej. Choć dane Ci było wówczas jeszcze zaczerpnąć nieco Londynu, nie była to podróż literacka, nie zaowocowała. Nie miała już szansy. A przecież wyjazdy zawsze pobudzały Twoją wyobraźnię Poety i wrażliwość Człowieka, i przywoziłeś nam wszystkim wspaniałe gościńce – swoje wiersze, teksty, opowieści. Tak miało być i tym razem. Ta ostatnia podróż dawała nam – rodzinie i przyjaciołom – jeszcze nadzieję.

Wyjeżdżając do Londynu, WIEDZIAŁEŚ, a jednak pragnąłeś zachować coś i z tej podróży. Zachować przede wszystkim dla swoich „...ślicznych córek (a tak jeszcze młodych)”. Skończyło się na jednym tylko zdaniu: „O tym, jak się dostałem do Królestwa Brytyjskiego. (19. 01. 2002)”.

*

Mówi się, że człowieka najlepiej poznaje się na wycieczce. Miałem szczęście towarzyszyć Ci w kilku wyprawach i obserwować Cię w różnych sytuacjach. W takich nadzwyczajnych, jak nocne powitanie w Krzemieńcu, czy niespodziewany wyjazd z Pragi spowodowany tęsknotą za córkami – dziesięcioletnią Różą i tą... Kruszynką. Pierwszy raz widziałem tam Twoje łzy. Przecież szczęścia.

Fascynowała mnie Twoja ekscytacja możliwością stąpania po śladach legendarnych postaci z naszej historii, zwłaszcza tam, na Wschodzie. Nie zapomnę Twojego poruszenia, kiedy weszliśmy do restauracji Hotelu George we Lwowie: – Nowak, ty wiesz, kto tu przychodził?

Podobnie w Wilnie na Uniwersytecie Stefana Batorego: – Nowak, tu chodził Piotr Skarga!

 *

Były też sytuacje prozaiczne: dramatyczne, często humorystyczne. Pozwól, że przypomnę dwie – „odzieżowe”. I dramatyczne i humorystyczne.

– Upalny czerwiec 1996 roku: pojechaliśmy do Warszawy, gdzie miałeś odebrać Nagrodę Wydawców i Księgarzy za tomik Światło złej nocy. Towarzyszyły Ci Ania i Róża. W hotelu okazało się, że w walizce nie ma spodni na popołudniową uroczystość. Pretensje o to miałeś do wszystkich, najwięcej oberwała jednak dwunastoletnia córka. W poszukiwaniu odpowiednich spodni odwiedziliśmy kilkanaście sklepów. Niemal nie spóźniliśmy się do Klubu Księgarza. Byłeś jednym z nielicznych uczestników uroczystości, którzy, nie bacząc na upał, przybyli w strojach wizytowych.

– Upalny (także) maj 1998 roku: jesteśmy w drodze powrotnej z wyprawy sentymentalno-turystycznej na Ukrainę; na kilka dni zakwaterowano nas w jakiejś noclegowni pod Lwowem. Któregoś wieczoru współtowarzysze wycieczki uprosili Cię o zaprezentowanie wierszy z nowo opublikowanego tomu – jakże stosownego do okoliczności – Itinerarium. Nerwowa sytuacja powtarza się. Tyle, że nie chodziło o spodnie, poszło o białą koszulę, która zresztą była, ale... z krótkimi rękawami. A tu przecież „wieczór autorski”. Tym razem nie było Róży, była tylko Ania i na niej się skrupiło. Dramatycznie było, ale nie jestem pewien, czy humorystycznie. Dziś wiem, że tamte incydenty dowodzą powagi i szacunku, z jakimi traktowałeś obowiązki i swoich czytelników.

 *

 I tu już blisko do zrozumienia tego fenomenu łatwości z jaką zdobywałeś, wszędzie tam gdzie się pojawiałeś, przyjaciół i sympatię niezliczonej rzeszy wielbicieli i wielbicielek.

 *

 TY, DOMINIAK – niestety pamiętam, kiedy ostatni raz zwróciłeś się do mnie: – ty, Nowak.

Było to 28 stycznia 2002 roku na Okęciu, kiedy, widząc Cię, nie mogłem opanować wzruszenia i próbowałem oddalić się kilka kroków, usłyszałem:

 – Ty, Nowak, nie wygłupiaj się.

To nie ja wygłupiłem się. A Ciebie bardzo nam brakuje.

 

Zbyszek Nowak

 

 

PS Pozwól jeszcze, że prześlę tych kilka zdań, które pięć lat temu w lutym mogliśmy przekazać Ci już tylko za pośrednictwem gazet:

 

Kochany Zbyszku

Dziękujemy Ci za serdeczność.

Nauczyłeś nas otwartości na ludzi i słowa.

Jesteś wśród nas i na zawsze pozostaniesz serdecznym Przyjacielem

i nieocenionym redaktorem „Tygla Kultury”.

 

3 listopada 1995 roku. Dzień poczęcia „Tygla Kultury”
w Muzeum Książki Artystycznej, pierwszej siedzibie redakcji