|
Poezja, czas i rozmowa Jerzy Jarniewicz .
Przy lekturze wierszy Zbyszka Dominiaka towarzyszą mi nieodmiennie dwa odczucia. Pierwszym jest zaskoczenie różnorodnością jego poezji – tak przecież konsekwentnej, jeśli chodzi o obszar zainteresowań tematycznych i językowych. Drugim odczuciem jest nieodparte wrażenie zdecydowanej osobności Zbyszka jako poety, której to osobności, jak się wydaje, Zbyszek był w swojej poezji w pełni świadomy. Ta różnorodność i odrębność twórczości Zbyszka utrudniają, jeśli wprost nie uniemożliwiają jednoznaczną jej charakterystykę – a to dobrze rokuje dla każdej twórczości. Gdybym jednak miał pokusić się o określenie podstawowej zasady rządzącej jego poezją, słowo „dialog” byłoby z pewnością jednym z najważniejszych interpretacyjnych kluczy. Czytane poza porządkiem chronologicznym utwory z różnych lat działalności poetyckiej Zbyszka nawiązują ze sobą dialog, wzajem się sobie przyglądają, uzupełniają się, czy nawet – toczą ze sobą spór. Co więcej, wierny filozofii rozmowy, poeta często kierował swoje wiersze do określonych adresatów: do osób znanych publicznie lub związanych z jego życiem osobistym, do osób żywych lub już nieżyjących. Ten osobisty dialog brzmi wiarygodnie, gdyż poezja Zbyszka zakorzeniona jest w konkretnym doświadczeniu, w codziennym przeżywaniu świata tu i teraz. Twórczość Zbyszka jest poezją dialogu także i innego rodzaju. To nasilający się z czasem dialog z tradycją i historią, często dialog w sensie dosłownym, stąd też wybór rzadko dziś stosowanego, „niemodnego” rejestru językowego: Zbyszek opowiadał się za dykcją wzniosłą, umożliwiającą rozmowę z dawnymi mistrzami i porozumienie z językiem dawnych tekstów. Tak ustawiona dykcja nie była jednak lingwistycznym eskapizmem, gdyż poeta wzniosłość tę kontrapunktował ironią, dowcipem, przewrotnością, lub zderzał z elementami rzeczywistości zdegradowanej, ze światem codziennych i trywialnych przedmiotów. W wielu wierszach ta wierność mowie odświętnej ujawnia się, paradoksalnie, w języku prostym, klasycznie przejrzystym, niemal sprawozdawczym; można powiedzieć: w języku prawd podstawowych. Jeśli szukałbym porównań na określenie tej swoistej własności języka poetyckiego Zbyszka, powiedziałbym, że jest to język daleki od impresjonistycznego malarstwa, bliski natomiast sztuce rzeźby. Jego zdania, wersy i strofy mają walor wykuwanych dłutem form, o wyrazistych, fizycznie niemal dostępnych kształtach. Stąd pewnie brała się precyzja jego wypowiedzi, gdyż Zbyszek, jak mało kto, dobrze wiedział, że jedno fałszywe uderzenie mogłoby – miast kształtować – rozkruszyć to pozornie trwałe tworzywo, jakim była dla niego polszczyzna. Zbyszek wywodził się z formacji, dla której związek między poetyką a etyką był czymś oczywistym. Etyczny wymiar jego twórczości ujawniał się jednak nie w moralizatorskiej postawie, ale w czymś, co wydaje mi się racją bytu tej poezji. Próbuje ona bowiem tworzyć pomost między doświadczającym podmiotem a drugim człowiekiem. To zbliżenie między „ja” i ”ty” – synonim dialogu – możliwe jest dzięki powinowactwu naszych jednostkowych losów, które, jak pisał Zbyszek, zasadza się na wspólnocie doświadczenia, ale przede wszystkim na współodczuwaniu niepokoju, lęku, bólu: drugi człowiek jest w tej poezji bliźnim, bo naznaczony jest nieusuwalną, metafizyczną, wspólną nam wszystkim blizną. Kwestie języka, jakkolwiek ważne, nie były u Zbyszka kwestią pierwszorzędną – jego poezja, nie zapominając o granicach, jakie każdej wypowiedzi zakreśla język, ma ambicje filozoficznych uogólnień, upatrując swoją rolę w stawianiu podstawowych pytań etycznych. Ta szczególna cecha poezji Zbyszka wiąże się zresztą z jego zainteresowaniem historią, gdyż dla tego poety podstawowe pytania etyczne ujawniały się zawsze w konkretnej sytuacji historycznej. Zbyszek powtórzyłby zapewne za Miłoszem, że „nic nie można wyrazić inaczej niż poprzez szczegół”, stąd – zwłaszcza w wierszach pisanych od połowy lat osiemdziesiątych – zainteresowanie szczegółowymi życiorysami, konkretnymi wydarzeniami, zmysłowo postrzeganym krajobrazem. Co ciekawe, jego świadomość historyczna, pozwalająca mu na wędrówkę w czasie, znajdowała uzupełnienie w licznych motywach podróży, jakby poeta próbował wiązać nieistniejącą już przeszłość z konkretnym, doświadczalnie obecnym miejscem w przestrzeni geograficzno-kulturowej. Jakby próbował uratować przed niebytem widmową przecież przeszłość. Dlatego też gotów byłbym nazwać wiersze Zbyszka „zapisem czasu”. Są one przypomnieniem, że poezja, tak jak ją Zbyszek rozumiał, czasowi nieustannie się ze swej natury przeciwstawia, nieprzerwanie próbuje czas oswoić. Widać w niej zmaganie się poety z tym ludzkim-nieludzkim żywiołem, który przybiera postać dziejów, przyjmuje kształt historii, przyobleka się w konkretne, indywidualne biografie. W świetle takiego odczytania poezji Zbyszka, silne naznaczenie geografią jego historycznych wierszy można uznać za próbę wyjścia poza czas, nadania zdarzeniom kartograficznej jednoczesności. To, co było i to, co jest, współistnieje w czasie tak samo, jak współistnieją w krajobrazie mury renesansowego kościoła, nurt legendarnej rzeki, odwieczny las i wiejskie domy na dalekim horyzoncie. W tym przekraczaniu czasu, w nadawaniu historii przestrzennej postaci, dokonuje się także zniesienie różnicy między parą przeciwieństw, które tworzą tytuł jego ostatniej książki: zdarzeń i snów. Wiersze Zbyszka Dominiaka dowodzą prawdy równie nieodwołalnej, co pocieszającej, że jedynie w twórczości człowiek może stać się godnym rozmówcą Historii, równorzędnym partnerem upływającego czasu.
Jerzy
Jarniewicz
|