|
Od róż do liter Lucyna Skompska
Jak dąb (…) Niczego nie skrywa oprócz tajemnicy: początku I celu (…) (Entelechia)
Pierwsze zdanie. Początek. Tytuł książki: Zdarzenia i sny, tytuł wiersza: Na granicy dwu światów. W obydwu podział na dwie strony, na – tu i – tam. I między nimi granica nie do usunięcia, nie do przezwyciężenia, choć granica, którą każdy z nas przekracza. Zasada świata, polegająca na ciągłych przemianach, na przechodzeniu z jednego stanu w inny. Zdarzenia i rzeczy – widzialne, realne, oddane zmysłom – mijają, znikają, a sny – nierealne, nieuchwytne, pozostające w domenie umysłu – powracają i dręczą, i wybiegają w przyszłość, której nie będzie. Realne – nierealne, jasne – mroczne, światło – cień, dzień – noc, i wreszcie (co tak łatwo napisać!): życie – śmierć. Obydwa stany niepojęte. Niektóre wiersze Zbyszka Dominiaka oddaliły się ode mnie (to ja się zmieniłam, wiem). Czytane teraz, po pięciu latach od jego śmierci, a dziesięciu i więcej – od chwili, gdy je pisał, jakoś zawodzą mnie poetycko. W rozlewnych poematach znajduję, jak dawniej, naszą historię, wspólnych przyjaciół, wspólne przeżycia, ale trochę przeszkadza mi poza poety, jego uczoność i sposób w jaki „przemawia”. Czasem wierszy broni lekka stylizacja, ale rytm melodyjnej frazy większości poematów, ich wyszukane słownictwo, liczne poetyzmy, nieco archaizująca składnia – wszystko to, w moim odczuciu, stawia pod znakiem zapytania ich poetycką wiarygodność. Równy, nie załamujący się rytm wiersza toczy się utartymi koleinami. A tu poezja się wykoleiła. A tu świat nas wykopał na bezdrożaÉ Pięć lat obecnie – to dużo. Przez te lata poematy Zbyszka w jakimś sensie dla mnie obumarły. Ale inne, niewielkie wiersze – okruchy przeżyć, westchnienia poetyckie, osobiste zapiski, zdania, w których słowa sięgają do swoich najgłębszych znaczeń i rozgrywają je na wielu poziomach (bo nie zawsze przecież autor jest rozgrywającym!) – te wiersze, zarówno z ostatniego tomu, jak i z wcześniejszych, wciąż zachowują wartość i świeżość, lub może nawet – po latach – znów je odzyskują. W tych wierszach autor – pod wpływem osobistych przeżyć – trochę zapomina o swojej uczoności. Pokazuje nawet niezgrabnymi rymami (Nicpoń), że się pogubił w świecie, że wobec śmierci staje bezradny i głupi. Być może i to jest poza, ale ta mnie nie razi. Ciekawe, że wiersze o tajemnicy życia i śmierci, pochodzące z różnych lat, łączy podobna metaforyka, podobne obrazowanie, oparte na współistnieniu przeciwieństw. Oto jeden z nich (jego tytuł już przywołałam na początku), z roku 1987. To był chyba dobry poetycko rok dla Zbyszka, wiele dobrych wierszy nosi tę datę.
NA GRANICY DWU ŚWIATÓW
1. Kaźń codzienna Pada ostatni Promień 2. Słońce cofa się do oka Powieka powiek opada Jak wieko 3. Robi się noc Rzeczy Domy sensu – puste W istocie rzeczy nic 4. Pół-jawa jaśnieje widmo Srebrny okrągły księżyc 5. Odbłysk z ciemnego nieba Odwróciłem się by tu Odnaleźć światło 6. Cienie które powstały W tym świetle są surowe I ostre 7. Przemija niebo i ziemia Przeistacza się w magnes Przejdzie obok każdego Z nas 8. Na granicy dwu światów Nagość i milczenie Jak nic
Krwawa metafora na otwarcie: śmierć w mękach, krwawa kaźń, rzeź promieni, misterium odnawiające się co dnia, gdy słońce krwawo zachodzi. Pada ostatni promień – pada martwy, upada stracony. Na świat pada ostatni promień, dzień ustępuje nocy.
Słońce cofa się do oka. Słońce gaśnie za horyzontem i w naszym oku – widzenie to odbicie świata na soczewce oka. Mrok zabiera świat. Ciemność – powieka powiek opada. Jak wieko trumny.
Robi się noc. Z tego co jest. Staje się. Granica jest płynna. Mrok zapada powoli. Mamy już w sobie śmierć (Ćmy). Ona też w nas powoli przemienia się w noc jak przepaść Światło najgłębsze (Ćmy). Rzeczy stają się puste, niewidzialne. Znikają, ale – są. Jaka jest istota rzeczy, sens bycia? W istocie rzeczy nic. Tak naprawdę – jest nic.
Dlaczego się rodzimy-łudzimy-i stajemy ludźmi (Entelechia). Co jest prawdą, co fałszem, czym są nasze poznanie, wiedza? Nasze zmysły kłamią Nie wszystko jest takie/ Jakie nam się zdaje (Motyl). Pół-jawa, pół –sen, trwanie na granicy dwu światów. Srebrny okrągły księżyc świeci światłem odbitym. To zjawa, odbłysk z ciemnego nieba i w jego świetle zjawiają się cienie. Platońska jaskinia zwielokrotniona. Można się pogubić. Gubimy się. Światło mocniej przywarło do liści Nicuje ich ciemną stronę (É) Kim są ci ludzie? Cieniami tylko w zielonym ogrodzie? (Oglądając fotografię zrobioną w Rodrysinie).
Przemija niebo i ziemia / Przeistacza się w magnes Nie, to nie jest oczekiwanie na przyjście Królestwa Bożego (św. Łukasz: Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą). Ziemia i niebo przemijają osobno dla każdego z nas. Każdego z osobna ziemia jak magnes przyciągnie. Pójdziemy do ziemi osobno. On mourra seul: Stanę sam naprzeciw nocy/ Znikąd znikąd pomocy (Nicpoń).
Na granicę dwu światów przybywamy nadzy i milczący. Już odjęte są rzeczy zbędne/ Nieskończoną nicością będę (Nicpoń). Bagaż z tego świata: rzeczy, zmysły, wiedza i język, którym świat poznawaliśmy – na nic. Przekraczamy tę granicę jako nic, Jak nic. Wszystko czym byliśmy jest niczym. Nicpoń Nic po nim (Nicpoń).
Tytuł wiersza się wypełnił. Dzień i noc, jasność i mrok, światło i cień, jawa i sen, widzialne i niewidzialne, realne i nierealne, wiedza i niewiedza – dwa światy są jednym. Są w nas. Jesteśmy na moment I widać jak przez nasze ciała łagodnie/ Uśmiecha się śmierć Szepcząc: własne życie zawsze jest cudze (Oglądając fotografię zrobioną w Rodrysinie). Własne życie nabiera wymiaru poprzez cudze i dzięki cudzemu. Widzę jak kropla/ Światła na liściu jeżyny przeważa nagle/ Zielona szalę Wprawia w ruch powietrze (Ponad cierniem) – oto mała córeczka, Kruszynka potrafi nagle poruszyć starzejącego się mężczyznę i cały jego świat, zagwarantować zbawienie. W wierszu Noc przy córce, pochodzącym także z 1987 roku, Zbyszek napisał:
W tobie i dla ciebie Odwraca się ciemność Przenika mi przez palce Niebo nad tobą różowe
Jutro z klocków ułożysz Drugą połowę przeszłości Boże tyle doświadczenia Trzeba się śpieszyć kochać
Ostatnią książkę – wybór wierszy, poeta sam skrupulatnie redagował. Wedle jego sugestii i wskazówek Zbyszek Koszałkowski zaprojektował okładkę – czarną i trumienną. Jednak jestem pewna, że czerwona kropka nad „i”, łączącym w tytule „zdarzenia” i „sny” to pomysł wyłącznie grafika. Koszał czuje poezję i wiem, że nim zabierze się za projektowanie, wnikliwie czyta teksty. Więc ta kropka, łącząca różne światy, to zbawienie z wiersza Zbyszka, zwycięstwo życia, kropla światła na liściu jeżyny.
Lucyna Skompska |