POWRÓT

„W zwodniczym półcieniu słowa”
O poezji Zbigniewa Dominiaka

Wojciech Ligęza

 .

 

Ćwierćwiecze poezji Zbigniewa Dominiaka obfitowało w świetne spełnienia. W kolejnych tomach Identyfikacje (1981), Od okna do okna (1991), Światło złej nocy (1993), Itinerarium (1990), a także w wyborze wierszy Zdarzenia i sny (2001) – antologii osobistej, która stała się testamentem poety, doskonaliły się formy wyrazu, poszerzało spectrum tematów, wciąż nowe krystalizacje artystyczne otrzymywała myśl, a zapis doświadczeń zyskiwał na znaczeniu i głębi. Ćwierć wieku to niewiele czasu, by przebyć drogę od pierwszych poetyckich wtajemniczeń do utworów dojrzałych, w których stowarzyszają się ze sobą wrażliwość, wyobraźnia i wiedza, a jednak, pomimo przedwczesnego odejścia, odnosimy wrażenie, że pozostawione dzieło jest kompletne, a budowana architektura sensów została dobrze wymierzona w proporcjach.

Zbigniew Dominiak zastanawiał się nad relacjami między słowem a przedmiotem, nad możliwościami uchwycenia świata w języku, badał własną podmiotowość obecną w świecie, eksplorował strefę pośrednią między jawą i snem – kiedy rzeczy wyłaniają się z niebytu, kiedy jeszcze nie istnieją, lecz dopiero się stają. Przy czym starał się rozpoznać istotę patrzenia oraz spostrzegania, sprostać wyzwaniom podróży tak, by stworzyć odpowiedniki poetyckie rzeczywistości w ruchu, nie zatrzymywać taśmy przewijających się zdarzeń, otwierać się na inne kultury, rozumieć nowo poznanych ludzi, ale też odtworzyć przeszłość z pamięci. I jeszcze: rezonować z tym, co niewidzialne, ukryte, związane z tajemnicą naszego istnienia. Dla Dominiaka ważne jest to właśnie, co nie ma kształtów oczywistych, lecz bytuje na przecięciach sfer spełnienia i marzenia, zawieszone zostaje między domysłem a pewnością, mieści się w szczelinie, jaka oddziela ciemność od światła. Zwykłe zapadanie zmroku uświadamia ową interferencję różnych światów. Kontemplacja przywołuje w sukurs myślenie filozoficzne:

2. Słońce cofa się do oka

     Powieka powiek opada

     Jak wieko

 

5. Odbłysk z ciemnego nieba

     Odwróciłem się by tu

     Odnaleźć światło

– – – – – – – – – – – – – – – – – – –

8. Na granicy dwóch światów

     Nagość i milczenie

     Jak nic

Liryk Na granicy dwóch światów ma budowę traktatową. Numerowane lapidarne skondensowane zapiski układają się w porządek lirycznej medytacji, pełnej paradoksów i zaskakujących obrazów. Wraz z zapadaniem nocy i ucieczką światła świat zostaje wywabiony ze znaczeń, uszczuplone zostaje całe istnienie. Kurczy się też domena słowa, gdyż myśl o nicości, jaka spowija wszystko, co jest, najtrudniej wyrazić. Obnażona zostaje jawność egzystencjalnej doli, wskazana bezbronność wobec ostatecznych przeznaczeń. Zbigniew Dominiak sięga po topikę oka i spojrzenia, ciemności i światła, przemijania, porzucenia. Doświadczenie granicy ujawnia też szczególne kuszenie ostatecznym sensem. Tak wytłumaczyć można obraz paradoksalnych świecących ciemności.

Inny krąg tematów poetyckich Zbigniewa Dominiaka tworzy historia pojmowana jako zły los, przekleństwo, ale też obietnica i szansa. O zniewoleniu w smutnym kraju nad Wisłą, w martwej przestrzeni miasta w samym środku Europy, kiedy nastał stan wojenny, mówi się tutaj wprost, chociaż poeta nie prowadzi kroniki, nie sięga po oskarżające gniewne słowo, lecz wyznacza sobie zadanie inne: ukazania niszczącej ingerencji w ludzką prywatność, odsłonięcia spustoszeń duchowych w takiej skali, że człowiek traci nawet prawo do własnych snów. W wierszu Wtedy fenomen ten określony zostaje mianem porażenia „ośrodków marzeń”. Wypadki tamtego czasu nie są przetłumaczalne, dla oglądu z zewnątrz pozostaną ponurym żartem, absurdalnym enigmatem. Nocne rozmyślania nad sensem historii nie przyniosą żadnego rezultatu, ponieważ w sytuacji osaczenia pewnie orzekać można o bezsensie wypadków współczesnych (Nokturn). Zatrzaśnięcie w świecie bez nadziei wyraża metaforyczny obraz świtu, który „Na cztery spusty zamykał właśnie ściany” (Styczniowa noc). Według poety duchową zapaść, która przydarzyła się jednostce, ale też dotknęła całą zbiorowość, można uleczyć „miłością na przekór”, żarliwą postawą wobec świata i słowa (W naszych ponurych miastach Wschodu...).

Inaczej zostaje wyznaczona relacja między jednostką a historią w późniejszych wierszach z podróży, na przykład w poemacie Traktat ryski czy w wierszu Zatoń Dolna, 1 sierpnia 1996. Pojawia się mianowicie zaciekawienie wielorakim życiem, przezwyciężającym wieloletnią apatię, zainteresowanie skomplikowanymi losami wspólnot lokalnych. Rozpoznania miejsc pogranicznych budowane są u Dominiaka z drobinowych spostrzeżeń powiązanych z wyprawami w kilka wieków historii. I co ważne, aktualny ład Europy ufundowany zostaje na zrozumieniu spraw ludzi mieszkających „gdzie indziej”, na zwykłej przyjaźni, nie tej deklarowanej w ideologicznych recytacjach. Poezja Dominiaka układa się w dziennik podróży, w których poprzez jedność przeżywającego „ja” zespalają się opisy konkretów, emocjonalnych reakcji oraz pracy intelektu.

Autor Światła złej nocy odbywa podróże w przestrzeni i czasie. Postrzeganie tych obszarów musi się zahaczyć o mity romantyczne, tak jak w przypadku magicznych miejsc znajdujących się na terenie obecnej Ukrainy i Białorusi, ale też w Paryżu, mieście, w którym w XIX wieku umierali poeci polscy i w XX zmarł tam „najpóźniejszy z wnuków” romantycznego pokolenia – Jacek Bierezin (Bourdelle w Nowogródku, 24 czerwca 1996). Często ujawnia się u Dominiaka czytanie śladów, zatartych, nie dających się odzyskać. Nie sposób „pochwycić płomienia chwili”, momentu epifanicznego z biografii literackiej Mickiewicza, gdyż duch miejsca się ulotnił, a pozostało tylko zagracone przez przypadkowe rzeczy wnętrze, cel sentymentalnych pielgrzymek (Chwila w celi Konrada, 25 czerwca 1996).

Dominiak dokonuje żartobliwej destrukcji odziedziczonych wyobrażeń. W poematowym fingowanym liście Maryli Wereszczakówny do Mickiewicza (Na cmentarzu przykościelnym w Bieniakoniach, 24 czerwca 1996) porzucony zostaje język epoki, natomiast zuchwały prowokacyjny wydźwięk w tym utworze ma stylizacja na kolokwialną polszczyznę najzupełniej świeżej daty. Poza romantycznym czuciem i uczuciem, wziętymi tu w nawias, lokuje się trzeźwe rozpoznanie (raczej hipotetycznych) wydarzeń, o których pisał Jarosław Marek Rymkiewicz w swym Żmucie. Wskażmy inne jeszcze rozwiązanie, mianowicie w parodystycznej wizji przyszłościowej wypisy z historii magicznego Wilna (cytowany jest patetyczny, staroświecko uroczy, przewodnik prof. Juliusza Kłosa z roku 1923), realia Mickiewiczowskie, literacka kronika w czasów II wojny światowej, a także legendy pisarzy spotykają się z językiem, którym przemawia do swoich odbiorców współczesna nam kultura masowa. Dodać należy, że duchy i upiory są znów w modzie. Rozpoznajemy w tych barwnych epizodach jarmarczną bufonadę nieco przypominającą Gałczyńskiego (Vilnius, Muzeum Duchów, 25/26 czerwca 1996).

Odwiedzane miejsca uruchamiają pamięć kultury, pozwalają podjąć przekorne gry ze znakami, jakimi posługuje się zbiorowość wyedukowanych Polaków, a nawet erudycja poety oglądana tu jest z dystansu. Nie znaczy to wcale, iż unika się w tej całości tonu serio. Zbigniew Dominiak to poeta podróżujący. Zapisy zdarzeń i rozmów przekraczają ramy rejestrującego upamiętnienia. Bukoliczny ład krajobrazów naruszony zostaje przez niepokojące pytania o cel podróży, o jej głębsze znaczenie. Poeta zatytułował jeden ze swoich zbiorów poetyckich Itinerarium. Jak wiadomo, itineraria to przewodniki podróży, opisy drogi przeznaczone dla pobożnych pielgrzymów, rejestry niebezpieczeństw zagrażających żeglarzom. Wędrówka po kresach, po zaklętych matecznikach polskości i znakach symbolicznej przestrzeni w poezji Dominiaka wchodzi w dialog z romantycznym podróżopisarstwem, ale również zaznacza się w tym miejscu niezgoda na łatwą konsumpcję mitów romantycznych. I oto Mickiewicz nie jest miejscową atrakcją do zwiedzania – przedmiotem niezliczonych opisów, lecz indywidualną osobą, cierpiącym człowiekiem, takim jak każdy z nas. Przytoczyć warto apostrofę:

A tyś jest ból i upokorzenie

Rozkrzyżowane ciało

Pod surdutem

   (Koło jakiegoś kamienia w krzakach, 24 czerwca 1996)

Zbigniew Dominiak często i chętnie posługuje się cytatem i centonem. Od romantycznych odniesień przechodzimy do kulturowego wielogłosu XX wieku. Nie wdając się zbytnio w szczegóły, chciałbym jedynie wspomnieć o wyrafinowanych grach intertekstualnych, nie tylko odnoszących się do stylów, gatunków, bądź konkretnych dzieł, ale też do dyskursów i świadectw biograficznych. „Ja” poetyckie Zbigniewa Dominiaka wchodzi w świat Mickiewicza, Hölderlina, Kafki, Eliota, Celana, Iwaszkiewicza, Wata, Miłosza, Borowskiego. Pomysły czytania osoby często wiążą się z poszukiwaniem tajemniczej istoty dzieła. Na przykład fenomen Franza Kafki rozpatrywany jest przez poetę w oparciu o ”tekst biografii” klasyka prozy XX wieku, a także za pośrednictwem trzech utworów – Listów do Felicji, Listu do ojca i opowiadania Głodomór. W wierszu Kafka chudnięcie oznacza zbliżanie się do śmierci, wycofywanie ze świata, uszczuplenie emocjonalnych reakcji na drugą osobę do tego stopnia, że jednym ze wstydów staje absolutna niemożność zawarcia małżeństwa. Owo chudnięcie-zanikanie obejmuje również dzieło, uszczuplane, przekreślone przez twórcę, który „rękopisy / powierza w testamencie ogniowi”.

Z filologiczną ścisłością poeta wspomina o pośmiertnej publikacji cyklu Kafki Ein Hungerkünstler i ten autentyk – w monolog Głodomora – ma się stać najważniejszym przesłaniem mówiącym o ubywaniu substancji życia oraz o skrajnej wybredności na smaki świata. Poeta redukuje własne słowo, ograniczając się do rozpisania na wersy przekładu Romana Karsta. Dodajmy, że opowiadaniem interesował się Tadeusz Różewicz i w komentarzu do Odejścia Głodomora mocny nacisk kładł na utożsamienie Kafki z Głodomorem, podkreślając zarazem rolę uwewnętrznienia świata, swoistą samowystarczalność postaci skupionej na własnym głodzie. Natomiast Stanisław Grochowiak rozważa kwestię strachu, powiadając, iż Kafka to „gramatyk” tego doświadczenia, a z kolei Wiktor Woroszylski w dwóch lirykach o autorze Kolonii Karnej kluczowe znaczenie tego pisarstwa upatruje w zapowiedziach katastrofy, kiedy świat był jeszcze stabilny i nudny. Motywy Kafkowskie powrócą u Dominiaka w wierszach Głos i Moja praska wiosna.

W omawianej poezji różne inspiracje i rozmaite kręgi tradycji wzajemnie na siebie zachodzą. Wskażmy na przykład barokowe wyposażenie stylistyczne wypowiedzi (Nicpoń), surrealistów francuskich, poezję wyobraźniową, próby lingwistyczne, dykcję Nowej Fali, a na innym planie modernistyczny polifoniczny poemat, rzeczową prozę w poezji, poemat prozą oraz dziedzictwo miniatury i gnomy. Często siłą rozpędową dla rozwijających się znaczeń są motta (ze Słowackiego czy Leśmiana), albo też znajome brzmienie frazy (np. do Jana Twardowskiego w zakończeniu wiersza Noc przy córce, do Herberta w inicjalnym dystychu Opisania twarzy) podpowiada czytelnikowi właściwe konteksty lektury, przy czym zwracać należy uwagę na swobodę wariacyjnych przetworzeń. Zbigniew Dominiak ciekawie zestawia „sprzeczne wzory”. Weźmy jako przykład zderzenie cytatu ze Zdań i uwag Mickiewicza z dwudziestowiecznym przełamanym przez ironię patosem (Bourdelle w Nowogródku, 24 czerwca 1996).

Wskażmy również odwrócenie pierwotnych sensów tak, jakby poeta nie liczył się z autorytetem słowa wcześniejszych mistrzów. Na przykład energiczny awangardowy układ słów Przybosia „w głąb las” – odnosi się w liryku Dominiaka do lasu przemijania, odchodzenia, zapomnienia. Ten las jest losem, a los uderza w artystów i dzieła. W sposób wyrafinowany, sięgając do pojęciowych metafor Peipera, Dominiak ukazuje rdzewienie efektownych teorii oraz więdnięcie takich praktyk twórczych, jak „poemat rozkwitający”. Nowość w sztuce szybko pokrywa kurz. Zaiste:

Daremną walkę o życie prowadzą poeci

Ich oczy jeszcze patrzą z bladych kartek

 

Które na powrót wciąga w głąb las

    (Nieudaną walkę o sławę prowadzą poeci)

Przy całym sceptycyzmie, że nazywanie w poezji naznaczone zostaje klęską, klasycystyczne marzenia Zbigniewa Dominiaka są widoczne. Znamienny wydaje się podziw dla słowa, które potrafi opisywać przedmioty w ten sposób, by nie dało się zakwestionować ich sensualnej obecności (Starzy mistrzowie). Jednakże kulturowe eksploracje Dominiaka nie ograniczają się do dialogu z wielkimi poprzednikami. W debiutanckich Intonacjach zwraca uwagę wiersz o rzeźbie Co jest w tobie drewno..., w którym drąży się kwestię poszukiwania w materii koniecznego kształtu. Co ważne, ujawnia się tutaj sprzeczność między pokusą estetyzowania, a niemożliwością wyrazu. Może to być roztrząsana w poezji antynomia konkretu i abstrakcji, przedstawiana jako pojedynek między „małymi mistrzami zmysłów” (to określenie odsyła do dziejów holenderskiego malarstwa), a ”Kwadratem Malewicza” (Łyczakowska 55). Czasu i zmiany nie da się bezpośrednio odmalować w języku, przeto niszczące siły zamieszkują czarne geometryczne wnętrze. Od malarstwa przeskakujemy do poezji i jej ciągłego napięcia między pragnieniem a rozczarowaniem, z przewagą tego drugiego pierwiastka. Zatem – konkluduje Dominiak – „smak / Przez chwilę walczy z goryczą spalającą język”. Przez chwilę tylko.

Malarstwo porządkuje wizję poetycką, nadaje formę temu, co widzialne. Rodzi się tu pytanie, czy świat dany nam jest w rewelacjach zachwyconego oka. Autor Zdarzeń i snów raczej jest skłonny sądzić, że artysta bierze odwet na istnieniu. Maluje tak, by nie ujawniać okrutnej geometrii, która zapewne jest geometrią losu. W tym ujęciu plastycznym człowiek jest znikomy wobec wielkiej natury. Oto fragment wiersza Dominiaka Caspar David Friedrich:
 

U Ligęzów, Wieprzec 1999. Od lewej: Jerzy Jarzębski i rodzina Dominiaków

Obraz jest gotów Musi tylko wypełnić mgliste kontury

      Lasu morza i gór (Odcienie zieleni są niezliczone)

Aby skryć przed nami nieziemski porządek geometrii.

Nawet beskidzki pejzaż jest „godny pędzla Davida Caspara Friedricha” (Góra Czupel). Przy czym nie dająca się odczytać skryta w zieleni dal kontrastuje tutaj z ”idyllą rodzinną”. Tak samo jak romantyczny malarz – mistyk natury – poeta odkrywa w krajobrazie aurę tajemnicy. Niewidzialne bowiem jest lustro z powietrza. Odbija ono miraże pamięci, odsłania perspektywę otwartą na inne doświadczenia, inne światy. Ten świetlisty fantom przenika ciemną ludzką psychikę. Rozbłysk chwil, w których zatrzymane zostaje trwanie, to szczególny moment intensywnej uwagi. Epifanie rozpraszają się szybko, pozostaje odczucie wiecznego rozdarcia. Niejasna jest przyszłość, niepewny stan posiadania przeszłości. Ową nie uzgodnioną optykę poeta wyraża przy pomocy istotnej dlań pary metafor – światła i cienia, dnia i nocy:

      Co było przede mną ginęło w szczelinie jasności,

      Co było za mną, trwało w przyczajeniu.

– – – – – – – – – – – –

Dane mi były obydwa spojrzenia

I niewielki odcinek czasu

         (Krótki sen)

Nie ulega wątpliwości, że poezja Zbigniewa Dominiaka – czuła na konkrety rzeczywistości, wypełniona zmysłowo odczuwanymi szczegółami, świadcząca o niezwykłej wyobraźni, posługująca się oryginalnym językiem oniryzmu, przy tym intelektualna, skupiona, refleksyjna, nie gardząca pojęciową abstrakcją – jest poezją kunsztowną. Odkrywczość wielu fraz, świeża inwencja, a także precyzja aforyzmu zespalają się z ironią i delikatnym poczuciem humoru. Poeta wykorzystuje polisemię, powinowactwa brzmienia, zaskakujące definiowanie przedmiotów. Owo nastawienie lingwistyczne nie wybija się na plan pierwszy, konceptualne efekty dawkowane są z umiarem. Nie obejdzie się bez kilku wybranych przykładów:

Za ścianą uwiera człowiek. (wiersz o tym incipicie)

Powieka powiek opada / jak wieko (Na granicy dwóch światów)

Bogowie schodzili na ziemię [...] w rękawiczkach ze skóry wyznawców. (Zostanie po nas)

Teufelberg Wielki zielony guz jaki kiedyś nabił sobie Berlin (Berlin Paryż, śmierć)

Staw Który uwikłany w trzciny taił tu swoją głębię (Zaosie, 24 czerwca 1996)

[Rzeka] Niemen próbuje wykrętów (Traktat ryski)

Korony drzew są drzewa korzeniami (Póki żyję Jestem na zewnątrz...)

O marzenia senne dinazaurów pterozaurów

Brontozaurów i innych surrealistów (Głos)

Wyrwane fragmenty z wierszy Zbigniewa Dominiaka ilustrują operacje w mikroskali, na poziomie wersu i zdania. Warto jednak wskazać reguły ogólniejsze. Zatem zwraca uwagę układ rzeczy sprzecznych. Nakładają się na siebie odległe poetyki i przeciwstawne sposoby gospodarowania słowem. Ta antynomiczność wierszy Dominiaka polega na nagłych przejściach od konkretu do uogólnienia, na kontraście między wyrazem esencjonalnym a rozbudowaną anegdotą, między skondensowaną metaforą a liryczną narracją. O rozległości skali świadczą epicko zakrojone opowieści, pogłębione refleksje o historii i egzystencji, uważne studia tożsamości, śmiałe próby zatrzymania snów, a z drugiej strony – widzenie mikrologiczne, skupione na nikłym detalu oraz impresje tyleż dokładne, co subtelne. W wierszu Inne życie letargiczne znieruchomienie i ucieczka w sen, który nie przynosi ukojenia, gdyż mówiącego nadal torturuje „światło złej nocy”, rozpoznaje się ciężar cierpienia. Na przeciwległym biegunie wrażliwości umieścilibyśmy wiersz Ponad cierniem. Przeczytamy tam:

                                     ...Widzę jak kropla

Światła na liściu jeżyny przeważa nagle

Zieloną szalę Wprawia w ruch powietrze.

Poeta odwołuje się do Paula Celana i tam zapewne ma swoje źródło oszczędność słowa zatrzymującego się na progu milczenia, ale też odnosimy wrażenie, że liryk wyszedł spod ręki jakiegoś japońskiego mistrza. Zdarzenie z liściem i kroplą wody ma reperkusje w całym kosmosie. Świetlistość i skupiona cisza, czyste widzenie i głębokie odczucie natury, szkicowy szczegół i sugerowana całość – pomyślimy przede wszystkim o takich składnikach wypowiedzi. To dotknięcie świata jest lekkie, delikatne, lecz jakże intensywne.

Cierń tylko na chwilę zostaje umieszczony poza kadrem poetyckim. Podobne prawa rządzą prywatną Arkadią Zbigniewa Dominiaka. Liczą się mgnienia szczęścia i pogodzenia z całym istnieniem, wbrew złym przeczuciom. W wybranym momencie odbywa się misterium trwania i wtedy wierzyć należy, że nie jest ono inscenizacją. Zwróćmy uwagę na hieratyczne znieruchomienie postaci, a także powagę biblijnej stylizacji:

                      Siedzę po prawicy ojca Trwamy tak rodzinnie

                      Przy długim stole jak milczenie

– – – – – – – – – – – – – – –

Niewidzialnymi ziarnkami piasku spod powiek

Zasypujemy jeszcze – przez to mgnienie oka –

Chaos czyli otchłań która zaraz się odemknie

          (Na działce)

Oczywiście daremne jest zasypywanie otchłani, lecz poeta nieustannie gromadzi dowody na to, że mała prywatna Arkadia naprawdę istnieje. Obecność bliskich i przyjaciół ma wartość szczególną. Wspólny pobyt w ogrodzie, sadzie, w tym domu, na tej ziemi domaga się wciąż upamiętnienia. Jak magiczne zaklęcie Dominiak powtarza słowo „jesteśmy” (Oglądając fotografię zrobioną w Rodrysinie). Wyłączona idylliczna przestrzeń dźwiga się ku światłu. Ten szczególny tropizm łączy się z ustanawianiem świata od nowa, a jednocześnie oznacza jasność poznawczą (Prześwietlanie sadu).

Teraźniejszość jest krucha, dlatego utrwalone w słowie moment liczą się najbardziej. Oto żona żartuje z ziemiaństwa na niby, oto córki wtajemniczane są w trudne problemy istnienia. Dziecko w tej poezji spontanicznie filozofuje, gdyż pierwotne zdumienie pozwala zadawać pytania o naturę bytu (Motyl, Entelechia, Góra Czupel)

Autobiografia poety powraca w lirykach z cyklu Małe bestiarium. Na owo wyposażenie pamięci składa się między innymi dziecinny mit przygody, doświadczenie śmierci w małej skali, eksperyment z okrucieństwem (Śmierć gołębia i kota; Konik polny). Szczególne miejsce w twórczości Zbigniewa Dominiaka zajmuje jednak poemat Od okna do okna – z podtytułem Entwincklungroman. Oczywiście czytelnik nie powinien spodziewać się narracji w stylu Wilhelma Meistra Goethego, lecz wskazana gra polega na tym, że składniki powieści rozwojowej wnikają w strukturę poetycką. Budowa tego poematu jest skomplikowana, gdyż nakładają się na siebie różne perspektywy podmiotowe (doświadczenia dorosłego interferuje z postrzeganiem dziecka), opowieść inkrustowana jest „głosami” epoki – hasłami propagandowymi, tekstami piosenek, a osobne dzieje występujących postaci uczestniczą w kształtowaniu się osobowości bohatera.

Dorosły dobrze przestudiował problem cierpienia i właśnie pierwsze odczucie bólu traktuje jako punkt graniczny, od którego rozpoczyna się świadome istnienie. Opisowi dzieciństwa, jak się powiedziało, towarzyszy stalinowska logo-, sono– oraz ikonosfera. Jakby w tle włączony był bez przerwy kołchoźnik (medium zapomniane, służące propagandzie), zaś agresywny wystrój miasta, przemawiający przez obrazy i hasła, przenikał bez przerwy do wyobraźni dziecka. Skupienia słowa jest poetyckie. Dominiak wybiera zagadki-peryfrazy, tak jak w określeniach „Na każdym drzewcu cztery ostre profile” czy „Śmierci nie ma Dla nas śmierci nie ma”. Objaśnienie potrzebne jest tylko młodym czytelnikom: chodzi tutaj o reprodukowany w milionach kopii zbiorowy portret „wodzów rewolucji”, przywoływany jak złowrogi totem – bez wymieniania nazwisk. W Elegii na odejście pióra atramentu lampy Herberta owa deifikowana przez propagandę „czwórca” określona zostaje aluzyjnym mianem „czterech jeźdźców apokalipsy”. I dalej rozpoznamy u Dominiaka cytat tytułu tomu poetyckiego Wiktora Woroszylskiego (1949), przy czym rewelację polityczno- -metafizyczną „Śmierci nie ma” powtarza z kryształowej trumny groźny nieboszczyk – Józef Stalin.

Świat przedstawiony utkany zostaje z drobin języka – haseł i emblematów PRL-u, ale też z głosów tworzących domową aurę lingwistyczną. Nie sposób nie zauważyć małych epizodów o wielkim znaczeniu, z których pozszywana zostaje Dominiakowa autobiograficzna opowieść. Bohater-dziecko, starając się zrozumieć świat dorosłych, odwiedza kolejno królestwa Ojca, Dziadka i Matki. Postać ojca kojarzy się z zapachem farby drukarskiej, a to z kolei wprowadza w tajemnicę znaczenia słów, na razie niedostępną. Ojciec panuje nad słowami, ale też – z racji swojego zawodu – zbrukany jest składaniem propagandowych kłamstw. W domu woli towarzystwo ryb z akwarium: te przynajmniej milczą.

Dziadek (jak bohater Schulza) rozmawia z ptakami, wyznacza więc tym samym przestrzeń wolności, a także wprowadza bohatera w historię naznaczoną zbrodnią. Mocnym wspomnieniem z dzieciństwa jest słuchanie relacji radiowej o stłumieniu powstania węgierskiego. Bezsilną odpowiedzią na tę klęskę jest śpiewana przez Dziadka pieśń o makach spod Monte Cassino. Natomiast Matka jest kustoszką smaków i zapachów, proponuje więc jeszcze inny przedmiot wtajemniczenia. Opisany z maestrią i sensualną lubością rytuał przygotowywania potraw świątecznych oraz obrzęd święconego z dużym powodzeniem konkurują z fałszywą stalinowską celebracją życia jako święta.

Zauważmy, że zakończenie poematu Od okna do okna żywo przypomina wygłos Doliny Issy Czesława Miłosza. Otóż porzuca się bohatera na progu dojrzałości. Następuje pożegnanie podmiotu dziecinnego, a wszystko, co się odtąd zdarzy, będzie domysłem i wróżbą. Opowieść nie może być skończona. Część scenariusza już się wypełniła, resztę skrywa niepojęty los. Ja-On:

Będzie żył długo i szczęśliwie Tak jak nakazują baśnie

W tym zbuntowanym młodzieńcu W tym tęgim mężczyźnie

I jak dobrze pójdzie Kto wie W tym kościstym starcu

W tym domu W tej trumnie W tamtej garstce popiołu

                                                               (Od okna do okna)

Oprócz form poematowych i rozbudowanych opowieści poetyckich w poezji Zbigniewa Dominiaka znajdziemy wiersze krótkie, o frazie oszczędnej i skondensowanym znaczeniu. Na przykład wyznanie z cyklu Zdania:

Po to we śnie domilczam słowo

By je z ciemności wywieść

w jasność nową

Trafnie zostaje uchwycone pogranicze słowa i milczenia. Wypowiedź poetycka oczyszcza się z wielomówności. Z gwaru świata, z migotliwej gonitwy zdarzeń. Sen to spotkanie z rzeczywistością, którą dopiero należy zrozumieć. Ciemny język onirycznych obrazów wymaga uważnego odczytania, gdyż odebrana zostaje w tym miejscu wszelka poznawcza pewność. W liryce Zbigniewa Dominiaka spotkanie z tajemnicą odgrywa istotną rolę. To, co niewyrażalne i nieuchwytne, w uporządkowaniu artystycznym zyskuje szczególne oświetlenie, jakby przez moment ujawniał się sens przesłania nie-wiadomo-skąd. Od tego jest poezja, by w ”jasność nową” wyprowadzać niedocieczone zagadki ludzkiego losu.

Sen, niepokój, szaleństwo łączą się z wyzwaniem poezji. Doskonała przystawalność słów i rzeczy, zwłaszcza jeśli opisywane wyobrażenia pochodzą z ciemnych regionów snu, nigdy poecie nie będzie dana. Pokusa oparcia w świecie i poczucie wyrzucenia poza krąg przejrzystego sensu toczą ze sobą bezkompromisową walkę. Ta szczelina między mową snów a składnią poezji staje się u Dominiaka przedmiotem osobnej refleksji. Rozziew jak rana – takie skojarzenie przynosi lektura wiersza Hölderlin:

w dudniącą rozpadlinę

między językiem a snem

strąca kamień świat

rozbija mu czoło

 

język śni świat

Dualizmu nigdy nie da się usunąć, bo, jak pisze poeta w wierszu Jawność snów, „słowa są jak szkło / Które rozszczepia promień Na świt i na zmrok / Milczenie i lęk Nic i coś”. Wewnętrzna duchowa ojczyzna poety jest niezależna i ”wolna / ponieważ woluntarna” (Budowniczemu małych ojczyzn). Istotna dla Dominiaka, pomimo zastrzeżeń, pozostaje szlachetna (ocalająca) złuda poezji. Układanie pięknych zdań lokuje się bowiem na pograniczu ciemności i światła, grozy i nadziei. Jednakże poeta, który stara się przezwyciężyć niepokój zmiany, odrzuca kuszenia rozpaczy, ustanawia wciąż od nowa stałe punkty oparcia – artystyczne i etyczne, musi nieustannie „szukać schronienia w zwodniczym / półcieniu słowa” (Półcień).

W poezji Zbigniewa Dominiaka egzystencjalna wędrówka przeradza się w pozbawione estetycznych wybiegów spotkanie ze sprawami ostatecznymi, z cierpieniem i śmiercią. Szczególnie przejmujące są wiersze-wróżby i wiersze-autoproctwa (Półmrok, Nikt nie jest gotowy...), ale nie można też zapomnieć o pełnym czułego ciepła testamencie Kruszynko Którą kołyszę. Ten utwór zapewne wpisze się na stałe w dzieje liryki polskiej. Obszary mroku w poezji Dominiaka rozświetlane są przez obecność osób bliskich. Poeta wydobywa wartości życia rodzinnego, budując kameralny świat dobroci oraz zrozumienia. Wypowiada się przeciwko złym siłom historii, wyrywa nicości piękne chwile, stara się zażegnać trwogę istnienia.

 

Wojciech Ligęza