|
Zbigniew Dominiak .
GRAFICZNA SCHIZOFRENIA Z MARGINESAMI
po równo podzielony pomiędzy imię i nazwisko skrywam się w białej szczelinie - nadaremny spójnik pociąga mnie nieskończoność strony prawej do której i tak nie dotrze żaden z wersów wabi heraklitowy płomień strony lewej równo życie jak śmierć proza jak poezja na równi biała karta na równi czarna gwiazda na równi się wznoszę na równi się staczam w graficzną schizofrenię z marginesami w wiersz
VI 79
GRAFIČKA SHIZOFRENIJA MARGINA
ravnopravno podeljen između imena i prezimena skrivam se u beloj pukotini – uzaludni veznik povlači mi nedovršenost desne strane do koje i tako neće dopreti nijedan stih vabi me heraklitovski plamen leve strane istovremeno život kao smrt proza kao poezija bela stranica isto kao i crna zvezda istovremeno se podižem i kotrljam u grafičku shizofreniju sa margina u pesmu
.VI 79
Przełożył na serbski Zoran Đerić Przekład opublikowany w serbskim piśmie „Polja” nr 427
POETA I ŚWIAT
Czesławowi Miłoszowi - autorowi „Ocalenia„
świat pamięta o tobie drżyj i ty lecz nie okazuj bojaźni ten sam los zgotuj światu: przemów pustym głosem
jego dźwięki przenoś poza obręb murów zamilkłszy o sobie o nim opowiadaj
świat krwawe - kamyczki Demostenesa w ustach poety - gotuje tobie ten los: los obecności
BÁSNIK A SVET
Czesławovi Miłoszovi – autorovi „Záchrany„
svet ťa má na pamäti tak sa tras no nedaj strach najavo priprav svetu taký istý osud: prehovor prázdnym hlasom
jeho zvuky prenášaj mimo obvod múrov mlčiac o sebe rozprávaj o ňom
svet – krvavé Demosthenove kamienky v ústach básnika – ti chystá takýto osud: osud prítomnosti
Przełożył na słowacki Karol Chmel
***
W naszych ponurych miastach Wschodu Chmury chmury
I gna nas słabych nienawiść kamienną drogą Ku wieżom w których mieszka nic
A przecież nie jesteśmy winni niczemu Poza miłością Miłością na przekór
Na dnie nocy jest spokój To znaczy śmierć Odgarniamy ciemności by nie zginąć we śnie
I w piersi tylko unosimy stąd wątły płomyk Którym zapalamy stosy aby oczyścił nas ogień
V 1988
***
Nelle nostre lugubri cittŕ dell’oriente Nubi nubi
Spinge noi deboli l’odio sulla strada di pietra Verso le torri in ciu abita il niente
Eppure non siamo colpevoli di nulla Tranne l’amore ad onta
In fondo alla notte c’č la quiete Ciň significa la morte Rimuooviamo il buio per non perderci nel sogno
E di qui nel cuore portiarno soltanto una piccola fiammella Con cui appicchiamo roghi per farci purificare dal fuoco
Przełożyła na włoski Isabela Mazur
DOROTHEENSTÄDTISCHER FRIEDHOF, 1 LUTEGO 1998
Chadzam na Hegla. Dwie lekcje zajęta różnica między Vernunft und Verstand (rozsądek i rozum). Adam Mickiewicz
Stoję nad grobem... Rozstępuje się suche morze mowy Jak zawsze gdy wiosna chce zagrozić zimie Kołuje sęp Mnemosyne i w dół leci ostrym dziobem rwąc powietrze Pęka święty obwód co nas odgradza od tajemnicy bólu Otwierając ranę, która znów zaczyna krwawić Precz stąd Czarny pudlu Posłuszny bądź słowu które cię przyzywa Przestań mnie okrążać Jak wtedy po trawiastych aulach Szwabii Wiedz że nigdy nie jestem tylko ty Pod słońcem Tak mdłym że z trudem rozrzedza pruski błękit nieba
A twarz Pańska widzę zaspana jak u sowy w południe Jakbyś się Pan z koleżkami raczył winem od samego rana U starego Jaegra w podłej knajpie „Unter den Linden„ Gdzie lubił bywać student Sand Do czego Pan zmierza Za czym węszy Czego szuka Herr von Mickiewicz Russisch-kaiserlicher Beamter aus Sankt-Petersburg Tak nieroztropnie rozpytując czy już zjechał do teścia Zar Nikolai ze świtą La Raison à chevall Il Widziałem Jechał na koniu szeroką aleją Berlin szczodre miasto Przybył prosto z Warszawy Ów nowy le roi de Pologne Sztywny Jakby przez sen połknął niewidzialny bagnet Który z rąk sobie wyrywały naraz obie władze Strach I urojenie Żywy trup Ale Pan wie Tacy żyją długo Ach Rosja Przyszłe wielkie narzędzie w ręku niewiadomym Boga czy szatana O nie miły Panie Point de rêverie Czytałem uważnie manuskrypt co go przysłał z Moskwy Z wyprawy na Ural pośród raportów hofrat Humboldt Ten Pana łzawy romans który sławi i doradza zdradę Der Hochmeister Konrad von Wallenrode aus Marienburg
Herr von Mickiewicz Pan jesteś człowiek zamaskowany
Czuję wokół Pana i jego Polacken z prowincji Posen Odór provocationis Hm! Powiem wprost Pachnie krwią Rację miał Alter Fritz Z ziemi tej gdzie laski piaski Wrzosy i Żydzi długo jeszcze nie uleci sowa Minerwy Niech sobie mówi Humboldt (Tak to pod nożem empirii Milknie wieczna mądrość) Żebym nie ulegał złudzeniu Jakoby za wielkimi oczami sów znaleźć można potężny Mózg Weltgeist ma pierś pancerną Co Zrzędzi stary Hegel Dał się kupić O nie Il travaille pour le roi de Pruse Patroszę pojęcia jak ubite ptaki Tak L'ècole allemande To może nudzić Nie przeczę Widzę że kręci Pan nosem Jak ktoś przed kim nagle otworzono fosy pełne trupów Pan chciałby być tym koniem co burzy porządek parady Ale nie wie że łatwiej pokonać śmierć niźli historię Jak potężny musiałby być Herkules który by ją zdusił Zdeptał niczym różę rodyjską Jeszcze nie nadszedł czas Dyktatur surowych guwernerów Kiedyś sam Pan zrozumie Że bieg spraw świata zwycięża wszelkie rozterki serca Bo jak długo można istnieć karmiąc się przeczeniem I pozostać przy zmysłach Ten nieszczęsny Hölderle Miłośnik przyrody Wciąż podlewa łzami nasze drzewko Rewolucji w czterech ścianach tej swojej drewutni Nad brzegiem Neckaru Teraz Eleusis nazywa się Berlin A tak jest rzeczywisty że trudno by był nierozumny Tuczę w nim maciorę rozsądku żeby złożyć w ofierze Mojej nowej boginii Imię jej nie Ceres lecz Całość Spokój Wielce Szanowni Panowie Wybaczcie mi tę chwilę pauzy Powtórzę raz jeszcze myśl moją Że to zgoła nic innego Jak przesyt wywołany grą bezpośrednich namiętności W świecie realnym pchnął filozofię na drogę rozważań
III, IX 1998
DOROTHEENSTÄDTISCHER FRIEDHOF, AM 1. FEBRUAR 1998
Ich besuchte Hegels Vorlesungen. Zwei Stunden ging es um den Unterschied zwischen Adam Mickiewicz
Ich stehe am Grab Ein trockenes Sprachmeer tut sich auf Wie immer wenn der Frühling den Winter vertreiben will kreist der Geier der Mnemosyne und stürzt herab Mit seinem scharfen Schnabel zerreißt er die Luft Der heilige Kreis birst der uns vor dem Geheimnis des Schmerzes bewahrt Die Wunde reißt auf und beginnt von neuem zu bluten
Verschwinde Schwarzer Pudel Gehorche dem Wort das dich ruft Hör auf mich zu umkreisen wie damals auf Schwabens Grasauen Wisse nie bin ich nur hier unter der Sonne so fahl dass sie mit Mühe das Preußischblau des Himmels verflüssigt
Und Ihr Gesicht sehe ich ist verschlafen wie das einer Eule am Mittag als ob Sie mit Ihren Kumpanen dem Wein frönten bis zum frühen Morgen beim alten Jäger in der schäbigen Kneipe „Unter den Linden” wo Sand der Student so gern verweilte
Was haben Sie vor Wonach schnüffeln Sie Was suchen Sie hier Herr von Mickiewicz Russisch-kaiserlicher Beamter aus Sankt Petersburg der so unverständlich fragt ob Zar Nikolaus mit seinem Gefolge schon beim Schwiegervater eingefallen sei
La Raison à cheval II Ich sah er kam zu Pferde auf einer breiten Allee Berlin ist eine großzügige Stadt Er traf direkt aus Warschau ein jener neue roi de Pologne so steif als hätte er im Traum ein unsichtbares Bajonett geschluckt das sich gleichzeitig aus den Händen rissen jene beiden Mächte Angst und Wahn
Eine wandelnde Leiche Aber Sie wissen Solche leben lange Ach Russland künftig ein mächtiges Werkzeug ungewiss ob in Gottes oder Satans Hand
O nein mein lieber Herr Point de rêverie Aufmerksam las ich das Manuskript das unter vielen Berichten aus Moskau Hofrat Humboldt von seiner Uralexpedition schickte Ihre rührselige Romanze die den Verrat verherrlicht und preist Der Hochmeister Konrad von Wallenrode aus Marienburg Herr von Mickiewicz Sie sind ein schleierhafter Mann
Sie und Ihre Polacken aus der Provinz Posen umgibt spüre ich ein Odor provocationis Hm! Ich sag’s direkt Es riecht nach Blut Der Alte Fritz hatte recht Von dieser Erde wo nur Wald und Sand Heidekraut und Juden gedeihen hebt die Eule der Minerva noch lange nicht ab Humboldt mag sagen (so wird unter dem Messer der Empirie die ewige Weisheit zum Schweigen gebracht) Ich solle der Täuschung nicht erliegen dass man hinter den großen Eulenaugen ein mächtiges Gehirn finden kann Der Weltgeist hat eine Panzerbrust
Was nörgelt der alte Hegel Er ist käuflich geworden O nein Il travaille pour le roi de Prusse Ich weide die Begriffe aus wie erlegte Vögel Ja L’ècole allemande Das kann langweilig sein Ich bestreite es nicht Ich sehe Sie rümpfen die Nase wie jemand vor dem sich plötzlich Schützengräben voller Leichen auftun
Sie möchten dieses Pferd sein das den Parademarsch stört aber nicht weiß dass es viel leichter ist den Tod zu besiegen als die Geschichte Wie mächtig müsste ein Herkules sein der sie erwürgte zerträte wie eine Rose aus Rhodos Noch ist die Zeit der Diktaturen der strengen Lehrmeister nicht reif
Irgendwann werden Sie begreifen dass der Weltlauf der Dinge alle Herzensangst überwindet denn wie lange kann man leben nur von Negation genährt und bei Sinnen bleiben
Dieser glücklose Hölderle Ein Naturfreund Immer gießt er mit seinen Tränen unser Revolutionsbäumchen in den vier Wänden seines Holzverschlags am Neckarufer
Jetzt heißt Eleusis Berlin und ist so wirklich dass es nicht unvernünftig sein kann Ich mäste hier die Sau der Vernunft um sie meiner neuen Göttin zu opfern Ihr Name ist nicht Ceres sondern Totalität
Ruhe Sehr geehrte Herren Verzeihen Sie diese kurze Pause Ich will meinen Gedanken wiederholen Dass nichts anderes als der Überdruss am Spiel der unmittelbaren Leidenschaften in der realen Welt die Philosophie auf die Bahn der Reflexionen lenkte
III, IX 1998
Przełożyli na niemiecki Urszula Usakowska-Wolff i Manfred Wolff
ZAOSIE, 24 CZERWCA 1996
Tyle tu nieba nad ziemią że porywa w przestworza Płaski kosz widnokręgu Spleciony z włókien trawy I zatraty Wiem Ogień często chodził po tym polu Raz po raz podwyższając sklepienie z popiołu mgły I skąd tu poezja? Głucho milczą zmysły i żywioły W krąg niepiśmienna przyroda Rodzi najwyżej pokusę Ody na spustoszenie A przecież tutaj właśnie rosło Drzewo Życia pod którym zaczynał czytać swój świat On wnuk analfabety Dzisiaj pierś tej ziemi przebita Obeliskiem z betonu z Jego wizerunkiem Łuszczy się Czarna farba gdy opieram stopę o skruszałe stopnie Tuż obok porzucili swą robotę cieśle Stawiam atrapę Obejścia wedle wzoru ze starej ryciny Chytrą pułapkę Na ducha który stąd uleciał przed niemal dwustu laty Czy zdoła nabrać niezbędnej patyny na ów jubileusz Który zapewne ściągnie luminarzy? Naraz jak spod ziemi Wyrasta gromadka kołchozowych dzieci Ich szare oczy Smutniejsze od tego pejzażu nakazują mi rozmyślać O wielkich tajemnicach dzieciństwa Każdego dzieciństwa Zaklętych w woni siana Sierści zwierząt Krowiego mleka I stawać razem z Nim po stronie tej która zawsze jest Była i będzie u progu naszego istnienia I po jego kres Bezradna pamięć wyrusza na poszukiwanie samej siebie To jest wyobraźni Aby związać spełnienie z początkiem Uchwycić sens pierwszego zdania i ostatniej kropki I oto w tej chwili dzieciństwo wzlatuje motylami Tylko Je dogonić Podfruwa nagle wróbel i sam nie wie co znaczy Dla tego chłopca biegnącego za nim na złamanie karku Widać Śmigają w trawie jego bose stopy Ukochane chuchro Tej co jak Czarna Madonna stoi w białych płótnach Na stopniach ganku Zamarła z trwogi Dopiero teraz Krzyczy nerwowo: Adam! Adam! Adasiu stój! Na Boga! I jak ptak się trzepocze pod wpływem uderzenia krwi W nadmiernych gestach Już go nie ma Zmatowiało lustro Stawu Który uwikłany w trzciny taił tu swoją głębię Na moment tylko wydobył go spod darni zielony dreszcz Powietrza Świat się zapadł w półcień Ogień sucho płonie Pod koroną pieca Ale ona nie zapomina że świat jest Miejscem nieustannej próby Sadza syna na kolanach Wtula W siebie jak w dłoń olbrzyma Och gdyby nie był taki senny Mógłby przez nią wychylić się w wieczność jak przez okno Przeniknąć przez zasłony jakie tka jej oddech Dotknąć skazy Trwogi Albo tajemnicy odwróconego świata Który niegdyś Cały nazywał się Adam Chłopiec siedzi i patrzy w ogień Jakby przez wieki spoglądał Ciepły powiew z paleniska Osadza smugi kopcia na zżółkłym pergaminie ścian Zawiłe Esy-floresy liter w których mieszkał Bóg A ona wodzi go Po krainach dzieciństwa I z jej słów ulatnia się światło Kiedy tak przed oczami przesuwa mu niekończący się rulon Swojej opowieści Podkuliwszy nogi chłopiec zasnął Zaśnij Wyobraźnio Zwodzisz i zawodzisz Mieszasz małe z dużym Swoje i obce Wymyślone z prawdziwym I nie znasz umiaru Bo nawet teraz W autokarze zmieniasz trasę tej wyprawy Narzucając skróty jakich nie zna życie Od razu prowadzisz Do domu przy uliczce Yeni Sehir w mieście nad Bosforem Jakby tu W przejrzystym oku czasu Były już wszystkie godziny Także ta ostatnia: „Chcą mię ogrzać, a ja cały w ogniu”
XI 1996
ZA ŘEKOU OSOU, 24. ČERVNA 1996
Tolik je tu nebe nad zemí že unáší do prostoru plochý koš obzoru Spletený z vláken trávy a zániku Vím Oheň často chodíval po tom poli a tu a tam pozvedal klenutí z popela mlhy A kde se tu vzala poezie? Urputně mlčí smysly a živly vůkol negramotná příroda Vede nejvýš k pokušení Ódy na zkázu Ale vždyť právě tady rostl Strom života pod kterým začínal číst svůj svět On Vnuk analfabeta Dnes je hruď této země proťata obeliskem z betonu s Jeho podobiznou Loupe se černá barva když opírám nohu o drolivé stupně Hned vedle opustili svou práci tesaři Stavějí atrapu usedlosti dle předlohy ze staré rytiny Důmyslnou past na ducha který odtud uletěl téměř před dvěma sty lety Dokáže získat nezbytnou patinu na ono výročí které sem určitě přitáhne kapacity? Náhle jak ze země vyrůstá hlouček kolchozních dětí Jejich šedé oči smutnější než tato krajina mě vedou k úvahám o velikých tajemstvích dětství Každého dětství Zakletých do pachu sena Srsti zvířat Kravského mléka a k tomu abych stanul pokaždé s Ním při té která vždy je byla a bude u prahu našeho bytí Až k jeho konci Bezradná paměť se vydává hledat sebe sama totiž představivost Aby spojila naplnění s počátkem zachytila smysl první věty a poslední tečky A hle vtom dětství vzlétá v motýlech Jenom je dohonit Přilétá náhle vrabec a sám neví co znamená pro toho chlapce který za ním běží jak o život Je vidět V trávě kmitat jeho bosé nohy Drahé holátko té která jak Černá Madona stojí v bílých plátnech na schodech zápraží Ztrnulá děsem Teprve teď nervózně volá: Adame! Adame! Adámku, stůj! Proboha! A jako pták se třepotá pod přílivem úderů krve v nadměrných gestech Už není Zamlžilo se zrcadlo rybníka Který tu zapleten do rákosí tajil svou hloubku jen na okamžik ho vyrval z trsů zelený třas vzduchu Svět klesl do šera Oheň suše plane pod korunou pece Ale ona nezapomíná že svět je místo neustálé zkoušky Posadí syna na kolenou Tiskne k sobě jak do obrovy dlaně Ach kdyby nebyl tak ospalý mohl by se jí vyklonit do věčnosti jak z okna proniknout záclonami která tká její dech Dotknout se poskvrny hrůzy Nebo tajemství odvráceného světa Který se kdysi celý jmenoval Adam Chlapec sedí a hledí do ohně Jako by se díval staletími Teplý závan z ohniště usazuje skvrny sazí na zažloutlý pergamen zdí Spletité klikyháky písmen v nichž bydlil Bůh A ona ho vodí krajinami dětství A z jejích slov se uvolňuje světlo když se mu tak před očima přesouvá nekonečný svitek svého vyprávění Chlapec skrčil nohy a usnul Usni Představivosti Svádíš a zavádíš Mísíš malé s velkým své a cizí Smyšlené s pravdivým A neznáš míru protože i teď V autokaru měníš trasu této výpravy vnucuješ-li zkratky jaké život nezná Hned vedeš do domu v uličce Yeny Sehir ve městě na Bosporu jako by tu V průhledném oku času Byly už všechny hodiny Také ta poslední: "Zahřát mě chtějí, a já jsem v jednom ohni."
XI 1996
Przełożył na czeski Václav Burian Przekład ukazał się w czeskim czasopiśmie „Listy”
Krótki sen
Drzewa umykały rwącym potokiem szosy w przepaść, Która otwierała się poza moim wzrokiem. Zielone połacie pól i migotliwe linie horyzontu Ścierało z źrenic ostrze nieokiełznanej prędkości.
Spojrzałem za siebie. Ujęty w trwałe ramy widnokręgu Stał krajobraz.
Co było przede mną, ginęło w szczelinie jasności, Co było za mną, trwało w przyczajeniu. Spytałem, który z tych obrazów jest snem I ku jakim źródłom wiedzie mnie pamięć.
Dane mi były obydwa spojrzenia I niewielki odcinek czasu. Ein kurzer Traum
Bäume trieben mit dem reißenden Bach der Chausse in den Abgrund, Der sich jenseits meines Blickes auftat. Grüne Fluren der Felder und schimmernde Linien des Horizonts Schnitt eine Klinge ungezähmter Geschwindigekit aus den Pupillen.
Ich schaute zurück. Eingerahmt in die festen Umrisse des Horizonts Stand die Landschaft.
Was vor mir war, ging im Spalt der Helligkeit verloren, Was hinter mir war, erstarrte geduckt auf der Lauer. Ich fragte, welches der Bilder ist der Traum Und zu welchen Quellen mich das Gedächtnis bringt.
Mir waren beide Perspektiven gegeben Und eine geringe Zeitspanne.
Przełożyła na niemiecki Małgorzata Półrola
Sobowtór
Pod pierwszą warstwą naskórka odkryłem sobowtóra. Był zadziwiająco podobny, ale nie potrafiły zmylić mnie pozorne podobieństwa. To nie byłem ja. Skrywałem ten irytujący szczegół, gdyż nie jest w zwyczaju rozgłaszać, że ktoś inny nami powoduje. Zresztą sprawa była bardziej skomplikowana: to on żył życiem pasożytniczym. Stawiał czoła – moim czołem. Krył się za moimi plecami. I wreszcie stało się. Sobowtór począł wyłaniać się na powierzchnię mojego ciała. Nadszedł czas, w którym musiałem stwierdzić, iż całkowicie zajął moje miejsce. Dobrze, myślałem, jeżeli to już nie ja, to co stało się ze mną? Czyż nie ma mnie w ogóle? Każde pytanie pociągało za sobą następne, i następne. Może tylko zniknąłem pod powierzchnią sobowtóra i jakieś okoliczności zewnętrzne wydobędą mnie znów – po pewnym czasie – na powierzchnię ciała w moim prawdziwym kształcie? Byłaby to realna szansa na przetrwanie. Ale za każdym razem spod znikającego w przypadkowych okolicznościach sobowtóra wyłaniał się ktoś równie obcy, dalsza jego mutacja. Dla nikogo z wrogów i przyjaciół problem mojej autentyczności nie miał żadnego znaczenia. Straciłem całkowicie nadzieję, że kiedyś się odnajdę. Stan ten trwałby do dzisiaj, gdybym przypadkowo podczas spaceru nie wyłowił w tłumie pewnego osobnika. Tak, to byłem ja! Pełniłem tam rolę uciążliwego sobowtóra, gdy tutaj daremnie czekałem na samego siebie. Szedłem krok w krok za przed chwilą zidentyfikowanym. Spoglądałem mu w twarz, którą próbował zasłonić szalem. Nie ulegało najmniejszej wątpliwości: to byłem ja-którego-straciłem-już-nadzieję-odzyskać. Gwałtownie ująłem oba końce szala i rozwarłem ramiona. Poczułem silny ucisk wokół szyi, straciłem oddech. Mój sobowtór, u którego stóp leżałem bez życia, uśmiechał się ironicznie.
Der Doppelgänger
Unter der ersten Hautschicht entdeckte ich einen Doppelgänger. Er sah mir verblüffend ähnlich, doch konnten scheinbare Ähnlichkeiten mich nicht irreführen. Das war nicht ich. Dieses ärgerliche Detail verheimlichte ich, denn es ist ja nicht üblich, bekannt zu geben, daß jemand anderer uns manipuliert. Übrigens war der ganze Fall viel komplizierter: es war ja derjenige, der das Leben eines Parasiten führte. Er bot die Stirn – meine Stirn. Er versteckte sich hinter meinem Rücken. Endlich war es soweit. Der Doppelgänger begann sich an die Oberfläche meines Körpers durchzuarbeiten. Es kam die Zeit, wo ich festellen mußte, daß er restlos meinen Platz eingenommen hatte. Schön, dachte ich, bin ich es nicht mehr, was ist dann mit mir geschehen? Gibt es mich denn überhaupt nicht mehr? Jede Frage zog eine andere nach sich, und wieder eine neue. Vielleicht bin ich bloß unter der Oberschicht des Doppelgängers verschwunden und irgendwelche äußeren Umstände werden mich – nach einiger Zeit – in meiner wahren Gestalt an die Oberfläche des Körpers befördern? Das wäre eine reale Überlebenschance. Doch jedes Mal tauchte von unterhalb des in zufälligen Umständen verschwindenden Doppelgängers jemand genauso fremder, seine weitere Mutation, hervor. Das Problem meiner Authentizität war für keinen meiner Freunde und Feinde von Bedeutung. Ich verlor gänzlich die Hoffnung, mich je widerzufinden. Dieser Zustand würde bis heute andauern, wenn ich beim Spazierengehen nicht per Zufall ein Individuum aus der Menge gefischt hätte. Ja, das war ich! Dort spielte ich die Rolle eines lästigen Doppelgängers, während ich hier vergeblich auf mich selbst wartete. Ich folgte dem soeben Identifizierten auf Schtritt und Tritt. Ich sah ihm ins Gesicht, das er mit einem Schal zu verhüllen versuchte. Es unterlag nicht dem geringsten Zweifel: das war ich-den-ich-zurückzufinden-bereits-die-Hoffnung-verloren-habe. Hastig griff ich nach den beiden Enden des Schals und breitete die Arme aus. Ich verspürte einen starken Griff um den Hals und verlor den Atem. Mein Doppelgänger, zu dessen Füssen ich leblos lag, grinste spöttisch.
Przełożyli na niemiecki Tomasz Łodyński i Małgorzata Półrola
NIE POTRAFIŁ
Nie umiał zaufać drewnu. w stole, krześle, łóżku. Zrobił więc zeń anioła, aby wzlatywał w niebo kościołów.
Nie potrafił zmierzyć odległości od siebie do siebie w innych. Wymyślił więc rękę, pięć palców, inne cztery zmysły i żywioły.
Nie pragnął, aby o nim pamiętano, pisywał listy, nie podając nadawcy. I oto mamy go: pod kamiennym niebem, z obnażoną pięścią, na postumencie ze słów.
Korbielów, 18 marca 1979
НЕ СМОГ
Не умел довериться дереву в столе, стуле, кровати. Поэтому сделал из него ангела, чтобы тот взлетал в небо храмов.
Не сумел измерить расстояния от себя до себя в других. Поэтому придумал руку, пять пальцев, четыре других чувства и стихии.
Не жаждал, чтобы о нем помнили, писал письма, не обозначая отправителя. И вот, он есть у нас: под каменным небом, с обнаженным кулаком, на постаменте из слов.
Przełożył na rosyjski Ivan Petrov
|