|
Janko Vujinović .
UKAZANIE SIĘ POETY Z. D. W WIELKIM POŚCIE
Po raz pierwszy w gospodzie, obiektywnie
Dzień temu jakiś, w pobliżu domu, gdzie lat pięćdziesiąt chwilowo bawiłeś, w gospodzie, zachodzą tu zmęczeni, pozbawieni pracy prości ludzie – dusze wrażliwe, zawiłe Ukazała się podróżnemu za oknem twarz Twoja przez chwilę, obiektywnie, choć tylko naiwni wierzą w obiektywne
Wzdrygnął się przybysz, jął się żegnać znakiem krzyża Do wnętrza wszedł w dymu opary, chce się upewnić choć obiektywnie i nie ma o czym. A jednak, jednak, co tu w ogóle Obiektywne być może
Choć przeszła zaledwie chwila, dwie – tyle tylko, by próg przekroczył. Ani śladu! Siedziało tu trzech, może czterech nieznajomych, myślami nieobecni, nad kuflem piwa. Jeden wprawdzie podobnego oblicza, można by rzec, z nieuchwytnym cieniem Ciebie - Ciebie, który się poprzez innych ukazujesz tym, co tu, jakby obiektywnie, zostali.
Po raz drugi, nad parkiem, nieoczekiwanie
I zaraz potem, w lekkiej przechadzce – pytanie: Jak Twoje oczy Białe Miasto postrzegały? Czy się w nie wplótł jego praobraz, ludzie, pejzaże, wód rozlewiska i niebiosa, gdzie równocześnie i tam, i tu ukazujesz się niespodzianie. Jeśli ktoś jeszcze uwierzyć może w zaskakiwanie zdarzeniami
Czy nie pozostał wśród innych, obraz Twojej ostatniej, nie ostatecznej, podróży poety, przed wyprawą na rzeczywistą wędrówkę w bezkres. Albowiem tak naprawdę „śmierci nie ma”, a – jakby powiedział Crnjanski – „Są wędrówki” ciągłe. Nigdy niespodziane.
Zapada posępny wieczór, ciśnienie powietrza, falowanie niebios. Ziemia się napręża, by zazielenieć. Znoimy się depresyjnie w tej ćwierci-łodzi naszej, barki, co stoi w miejscu. Ararat daleko, portu nie ma. Płatki kwietnia smutkiem nas zraszają, wrośniętych tu, w depresję. Tylko jeszcze niebo otwarte dla wędrowca
I tutaj, jak to przed chwilą widziałeś, nic nie jest jak trzeba. Ci, którzy piją piwo, mówią: jest marnie. Coraz trudniej o człowieka. Wszystko – takie jakieś żałosne, chociaż w końcu zażółcił się dereń i brzozy, siostry nasze, wstydliwie odsłaniają liście, chociaż wiosna może jeszcze zwieść naiwnych, zaskoczyć
Po raz trzeci, we śnie, niezwykłe, jak poprzednie
Przed świtem, w dniu siedemnastym, ukazałeś się po raz trzeci. Obwieściłeś - Kto to z Belgradu stolicę Polski odwiedzi, a po drodze i Łódź naszą. Jaka to brać poetycka na światowy dzień poezji przybywa. Prócz tej nowiny o dwu przybyszach Książek pakiet przynosisz. Ty albo jednak oni. Niezwykłe.
Chociaż wyruszyłeś w tęczę, na wędrówkę, trzy miesiące przed jednym a cztery przed drugim spotkaniem - Jesteś, byłeś na obydwu. Mimo że warszawskie, obiektywnie dopiero przed nami. Co tu jest obiektywne, nieoczekiwane Co tutaj było nieoczekiwane niezwykłe
I to trzecie ukazanie się w całej swojej niezwykłości. jest wielka światłość. Można powiedzieć - Obiektywnie realnie i poetycko. Poetycka brać, książki dla Katedry Festiwal, i Ona, z którą się ukazujesz, która Ciebie Kołysze na górskiej polanie, w oddaleniu, daleko niebotycznie daleko. Na wysokościach nie do pojęcia. Wysoko wysoko.
Janko Vujinović
Przełożyła z serbskiego Teresa Sikorska |