|
„Puls Nieregularny Kwartalnik Literacki” Renata Nolbrzak .
Pochodzę z pokolenia, które było świadkiem wielkich przemian ustrojowych w Polsce. Jednak jako dziecko nie uświadamiałam sobie doniosłości tych wydarzeń. Nie wiedziałam o równolegle istniejącej innej rzeczywistości. Choćby tej opisywanej, a także kreowanej przez twórców wydawanego w latach 1977–1981 w Łodzi poza cenzurą literackiego kwartalnika „Puls”.
Założycielami „Pulsu” byli łodzianie: Tomasz Filipczak, Jacek Bierezin i Witold Sułkowski. Do współpracy zaprosili Tadeusza Walendowskiego z Warszawy. Później do zespołu redakcyjnego dołączyli: Leszek Szaruga, Antoni Pawlak, Bartosz Pietrzak, i Janusz Anderman, a do grona najściślejszych współpracowników należeli Ewa Sułkowska-Bierezin i Zdzisław Jaskuła. „Puls” ukazywał się nakładem Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Powody, dla których powstało pismo, tak określili autorzy we wstępie do pierwszego numeru: „Puls” powstał: – ponieważ brak wolności słowa i swobody krytyki paraliżuje rozwój kultury, niszczy jej bogactwo i różnorodność – ponieważ przymus milczenia bądź przymus mówienia rzeczy niezgodnych z przekonaniami niszczy poczucie godności własnej człowieka i pisarza – ponieważ, gdy znika możliwość publicznego wyrażania myśli i swobody dyskusji, zanikają także skłonności i ochota do myślenia w ogóle. (...) „Puls” nie powstał przeciw cenzurze, która nie jest przecież przyczyną, lecz skutkiem zła. Nie jest on almanachem „odrzutów” cenzury. Nie jest też pismem pokoleniowym. Mówiąc o „Pulsie”, nie sposób nie odnieść się do powstałego kilka miesięcy wcześniej warszawskiego „Zapisu”, który był pierwszym znaczącym pismem wydawanym poza cenzurą. Założyciele „Pulsu” uważali jednak, że pismo opozycyjne powinno wyglądać inaczej niż „Zapis”, że nie może być ono almanachem tekstów odrzuconych przez cenzurę. O założeniach, jakie towarzyszyły powstaniu „Pulsu”, opowiadał Leszek Szaruga: „W atmosferze pracy redakcji na plan pierwszy wysuwała się dążność do zaczepek, przedrzeźniań, nabijania się z kultury „wysokiej”, poszukiwania dziury w całym. (...) Chcieliśmy się wynurzyć z klimatu powagi, zagrać na nosie nie tylko władzy, lecz także owym starszym kolegom; wreszcie chyba również po prostu bawić się kulturą, znaleźć w niej miejsce dla spontaniczności i żartu, uruchomić mechanizmy prowokacji, zademonstrować swój bunt, zarówno wobec systemu, w którym żyliśmy, jak i wobec przez ten system uformowanych – choćby nawet w sprzeciwie do niego – mechanizmów życia kulturalnego”.
ZAWARTOŚĆ MERYTORYCZNA „PULSU”
„Puls” podejmował między innymi próby diagnozy ówczesnej sytuacji w literaturze polskiej. Zapoczątkowało je Kilka uwag o prozie Witolda Sułkowskiego. Jednym z bardziej znaczących tekstów na ten temat był artykuł Fasada i tyły Stanisława Barańczaka. Hasło zawarte w tytule stało się bardzo popularne. Odnosiło się do dwoistości polskiej kultury, jej wewnętrznej polaryzacji, życia na barykadach. Jednocześnie publicyści „Pulsu” rozpoznawali niebezpieczny podział na literaturę swoją i obcą, na unifikację sądów, czy jak rosyjski pisarz emigracyjny Andriej Siniawski – zjawisko wtórnego zniewolenia, spowodowane przez taktykę zwierania szeregów. Podobne spostrzeżenia odnaleźć można w wypowiedzi Milana Kundery, w przedrukowanym przez „Puls” wywiadzie dla „Le Monde”. Omawiając „Puls” i „Zapis” w Literaturze źle obecnej, Lidia Rola zarzuca im jednogłosowość, jednomyślność uniemożliwiającą spór o literaturę, o jej wartości. Trudno zgodzić się z autorką, bo, moim zdaniem, „Puls” wyraźnie przełamuje tę tendencję, często odważnie atakując także „głupstwo pozarządowe”, o czym pisał Jacek Bierezin w felietonie, zamieszczonym w 2 numerze pisma: „(...) Tyle na razie o głupstwie rządowym, albowiem jest to temat rzeka i bez żelaznej dyscypliny nie skończyłbym tego felietonu przez parę miesięcy. O wiele bardziej interesująca wydaje się być sprawa głupstwa antyrządowego albo opozycyjnego, które przez długi okres czasu było towarem rzadkim, atrakcyjnym i poszukiwanym”. W „Pulsie” znajdujemy także próby analizy wpływu oficjalnego języka na język literacki. Przykładem może być Wklęsła mowa cenzora Jana Prokopa, opublikowana w numerze 6. Autor przedstawia demoralizację, zainfekowanie całej mowy, niezdolnej ani do posługiwania się jasnymi, jednoznacznymi pojęciami, ani do konstruowania sensownych wypowiedzi publicznych, jak i skutki tego stanu rzeczy dla literatury. Pismo prezentowało szeroko twórczość poetów Nowej Fali – formacji intelektualno- -artystycznej, którą połączyły przeżycia pokoleniowe, jakimi były marzec 1968 i grudzień 1970 roku. Lidia Rola krytycznie ocenia taki sam ton wypowiedzi poetyckiej: „Gdy przeglądamy późniejsze numery pism i czytamy wydrukowane obok siebie wiersze Zagajewskiego, Krynickiego i Pawlaka czy Szarugi, Barańczaka i Dymarskiego, zdumiewa nas ich monotonia, podobieństwo postaw, ocen oraz stylów wypowiedzi”. Zarzut, dotyczący zbieżności poetyk nowofalowców wydaje się być nieuzasadniony, natomiast niewątpliwie tym, co łączyło poetów Nowej Fali, były wybory światopoglądowe i uogólniając – bunt przeciwko metodom systemu totalitarnego. Lech Dymarski tak je opisywał:
Pytasz, czy tam na ulicy leżeli zastrzeleni ludzie. No tak, towarzysze, mieliśmy do czynienia z rozhisteryzowanymi jednostkami, co spowodowało drastyczne, trzeba przyznać, wypadki. Strzelano wprawdzie na oślep – jakby to powiedzieć – strzelano prawdzie w oczy;
Na uwagę zasługuje poemat Antoniego Pawlaka Ponad siły, („Puls”, nr 1):
Co jest Ojczyzno że budzisz mnie Rano uporczywym stukaniem do drzwi Przesyłając przez niemrawego listonosza Wezwanie do Dzielnicowego Sztabu Wojskowego Czy rzeczywiście muszę podarować Ci Jeszcze dwa lata Strzec przez ten czas Twych granic Przed wojskami Państw imperialistycznych Które tylko czekają by zadać druzgocący cios I już teraz zbroją się w najnowsze Urządzenia techniczne służące Do obniżania zdolności wchłaniania Jedynej prawdziwej ideologii (...)
W jednym z następnych numerów Pawlak opublikował kolejny, uderzający dramatyzmem, poemat: Śmierć, wiele śmierci. W „Pulsie” prócz Bierezina i wymienionych przez Lidię Rolę poetów, publikowali także: Zdzisław Jaskuła, Zbigniew Dominiak, Witold Wirpsza i Bogdan Czaykowski. Z literatury obcej w „Pulsie” znalazły się głównie przekłady utworów niezależnych pisarzy rosyjskich i czeskich: Natalii Gorbaniewskiej, Warłana Szałamowa, Aleksandra Zinowiewa, Milana Kundery, ale także utwory poetów amerykańskich, między innymi Skowyt Allena Ginsberga, w autoryzowanym przekładzie Piotra Bikonta, opublikowany w 4 numerze, a przez światową krytykę zaliczany do najwybitniejszych dzieł poetyckich, jakie powstały po II wojnie światowej. Ważną funkcję spełniały recenzje, w których obok utworów literackich omawiano także głośne pozycje z zakresu publicystyki i myśli politycznej; zamieszczano też informacje o niezależnym życiu kulturalnym w Polsce, Czechosłowacji i ZSRR. „Puls” poruszał tematy pomijane w prasie oficjalnej, na przykład sprawy Kresów, którym poświęcony był Album rodzinny Michała Liniewskiego (prawdziwe nazwisko Michał Bronisław Jagiełło) czy poetycki Urlop okolicznościowy, tego samego autora. Tym, co wyróżniało „Puls” wśród ówczesnych czasopism podziemnych, była nietypowa konwencja pisma. Od początku miało przekorny, trochę humorystyczny charakter. Tak więc prócz poważnych tekstów publikowane były prześmiewcze felietony Jaskuły, żartobliwa kronika wydarzeń kulturalnych, satyryczna rubryka Żyła, Niezależny Organ Jacka Bierezina, wreszcie zabawne Poltytuły Polprasy Ewy Sułkowskiej-Bierezin, które naigrywały się z pustego, nieprawdziwego świata pojęć, jakimi operowały komunistyczne czasopisma. Przykładem pisania w sposób prześmiewczy o ówczesnej rzeczywistości były fragmenty powieści Dysiek Witolda Sułkowskiego, którą, jak wspomina Konrad Tatarowski, autor czytywał we fragmentach przy okazji różnych spotkań towarzyskich. Pojedynczych tekstów utrzymanych w podobnym tonie było zresztą w „Pulsie” więcej. Na przykład Prospekt (Fragment powieści o Tyberiuszu) Jacka Bocheńskiego albo Primaaprilis Tadeusza Korzeniowskiego: „Kierownik Zakładu Historii Wolności Nauki, członek komisji do Spraw, wiceprezes zarządu Tramtadrata, członek komitetu Pif-Paf; doktor hc Uniwersytetu w Leningradzie, dokąd kiedy by nie pojechał, zawsze się schleją jak świnie z radzieckimi przyjaciółmi... (...) No i oczywiście, przede wszystkim, samo przez się, o czym się doskonale wie, był aktywnie biernym członkiem jedynie słusznej formacji obywatelskiej naszego kraju, wielkiej socjalistycznej partii politycznej Pic Na Wodę”. Tekst jest kpiną zarówno z absurdalności systemu komunistycznego, jak i samego języka, którym się ów posługuje. Innym przykładem humorystycznego traktowania poważnych spraw jest zamieszczony w numerze 6, znakomity tekst Jana Strękowskiego Choróbka, zaczynający się od słów: „bo proszę pana w naszym społeczeństwie wie pan taki szary obywatel (śmiech) sam pan rozumie myśli o nas no wie pan takie rzeczy bóg wie co choróbka państwo w państwie jakieś tortury więzienia wyrzucanie z pracy a my proszę pana nic z tych rzeczy”. Prawdziwe perełki można znaleźć też w stałej rubryce Przegląd Kulturalny i niekulturalny, gdzie przytoczona została, opublikowana w „Forum” (4 maja 1978), wypowiedź Wiktora Afanasjewa – redaktora naczelnego „Prawdy” i członka KC PZPR: „Moja odpowiedź wyda się panu paradoksalna, ale w Związku Radzieckim cierpimy wskutek nadmiaru demokracji. Kiedy dyskutowano nad nową konstytucją, nasza redakcja otrzymała 5 tys. listów od czytelników, a większość z nich domagała się większej dyscypliny, ściślejszego wykonywania podjętych decyzji!”. Leszek Szaruga mówi: „Pismo powstawało trochę z zabawy, z życia towarzyskiego; my się tym po prostu bawiliśmy”. Na to życie towarzyskie składały się spotkania w łódzkich salonach: u Bierezinów, Sułkowskich, Jaskułów, gdzie bywało wiele osób z niezależnego środowiska artystycznego, których wymienia Ewa Sułkowska-Bierezin: „Bywał u nas. Jacek Bartyzel, bywali Piotr Amsterdamski, Kinga Dunin, Andrzej Babaryko, Zosia Kotkowska. Bywali u nas także: Stanisław Barańczak, Lech Dymarski, Marianna Bocian. (...) Zbierała się u nas cała młoda opozycja łódzka”. W ramach biblioteki „Pulsu” wydane zostały: Moskwa Pietuszki Jerofiejewa, Traktat o gnidach Piotra Wierzbickiego i Moc truchleje Janusza Głowackiego. Wydawanie „Pulsu” przerwał stan wojenny. W tym czasie wszyscy redaktorzy pisma działali w Solidarności. Wszystkich internowano. Skonfiskowano także, gotowy do druku, numer 13 „Pulsu”, którego już nigdy nie udało się odtworzyć. W okresie stanu wojennego „Puls” ukazywał się w Londynie pod redakcją Jana Chodakowskiego.
REDAKTORZY „PULSU”
Jacek Bierezin, jeden z założycieli, redaktor, a potem redaktor naczelny. Poeta, prozaik, eseista, aktywny działacz opozycji. Urodził się 13 marca 1947 roku w Łodzi. Jego biografia na pierwszy rzut oka jest podobna do życiorysów wielu jego kolegów – artystów, którzy buntowali się przeciwko komunistycznemu systemowi. Wcześnie związał się z opozycją polityczną, był szykanowany i represjonowany, relegowany dwukrotnie z uczelni, wielokrotnie zatrzymywany przez policję, a po ogłoszeniu stanu wojennego internowany (w obozach w Jaworzu i Darłówku). Bierezin był postacią wyjątkowo barwną, nietuzinkową i dość kontrowersyjną. Od młodości chciał znaleźć jakiś punkt odniesienia, wikłał się w kolejne związki z kobietami i szukał pocieszenia w alkoholu. Jednocześnie był człowiekiem bardzo prostolinijnym, szczerym, przyjacielskim. Witold Sułkowski tak o nim mówił: „Przy całym swoim cyganeryjno-poetyckim rozwichrzeniu, Jacek był bardzo dobrym, pracowitym, systematycznym redaktorem, potrafił wychwycić błąd, poprawić styl”. W redakcji dochodziło do wielu ostrych konfliktów, w których Bierezin był często jedną ze stron. Dotyczyło to zazwyczaj wyboru tekstów do publikacji. Te spory były jednak, jak mówi Tomasz Filipczak, „tlenem dla pisma”. W jego wierszach również przejawiał się indywidualizm. Ewa Sułkowska-Bierezin wspomina: „różnił się tym od nowofalowców, że w jego poezji było zawsze emocjonalne zaangażowanie, była liryka, dramat, żar, którego nie ma u innych twórców Nowej Fali”. Szczególnie w późniejszej twórczości Bierezina widać zdystansowanie się od spraw społecznych. Konrad Tatarowski tak to ujmuje: „Oto rewolucjonista i kontestator ze zbioru Wam, poeta społeczno-politycznej niezgody i moralnego buntu przeciwko niewoleniu jednostki przez komunistyczny system, ukazuje twarz cierpiącej jednostki. Cierpiącej nie ze względu na prześladowania polityczne, religijne czy rasowe, ale ze względów, można rzec, ontologicznych, przyrodzonych, wynikających z takiej a nie innej kondycji człowieka w świecie”. W czasach redagowania „Pulsu” Bierezin jest jednak bardzo zaangażowany w walkę polityczną, zarówno poprzez swoje publikacje, jak inne działania opozycyjne. Wiersze publikowane w „Pulsie” mają zwykle charakter mniej osobisty i oscylują wokół tematów społecznych, jak choćby ten zamieszczony w numerze 2:
Nowy rok
Był styczeń roku tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego czwartego piątego szóstego Gdzieniegdzie w Europie Zachodniej zaczynał się wiek dwudziesty W Warszawie słońce wschodziło normalnie o godzinie 7.40 Szkoły witały dzień hymnem narodowym Odbywały się lekcje wychowania fizycznego i obywatelskiego Z zajęć praktycznych na razie zrezygnowano (...)
Wiersze Jacka Bierezina wydane zostały w tomie Wam przez paryski Instytut Literacki w 1974, przez „Editions Dembinski” w Paryżu – Tyle rzeczy – w 1990 i w 1999 w Krakowie – Linia życia. Zginął tragicznie w Paryżu 26 maja 1993 r.
Witold Sułkowski urodził się 10 września1943 r. w Warszawie. Po wojnie mieszkał w Łodzi, tutaj też ukończył studia polonistyczne. Na początku lat 70. debiutował jako krytyk literacki i autor interesujących miniatur prozy poetyckiej, które opublikował w paryskim Instytucie Literackim w 1976 roku w tomie Szkoła zdobywców. W latach 77-81 Sułkowski był zaangażowany w tworzenie „Pulsu”. Współredagował organ KOR-owskiego skrzydła ruchu związkowego – „Solidarność z Gdańskiem” oraz satyryczne pismo „Pomruk” (oba z Tomaszem Filipczakiem i Wojciechem Słodkowskim). Po wprowadzeniu stanu wojennego został internowany, potem wyjechał i zamieszkał w Stanach Zjednoczonych. W tym okresie zajął się pisaniem esejów i felietonów, które publikował na łamach współredagowanego przez siebie pisma „2B”, a także innych czasopism. Do 1984 roku redagował londyńską kontynuację „Pulsu”. Potem był dziennikarzem Radia Głos Ameryki. Witold Sułkowski był bystrym, dowcipnym obserwatorem, o czym mówi Zdzisław Jaskuła: „O Witku krążył taki zabawny wierszyk zaczynający się od słów: Konserwatystą był Sułek, mistrz małych form i formułek. On pisał mało, bardzo zwięźle, ale te jego teksty eseistyczne były zawsze świetne. Kiedy wyemigrował, objawił większy talent publicystyczny”. Witold Sułkowski był współzałożycielem i redaktorem „Pulsu”, drukował tam także swoje teksty. W nieukończonej powieści Dysiek w ironiczny, metaforyczny sposób opisuje ówczesną rzeczywistość: „Lecz oto zbawczy dzwonek wywołujący trzódkę na lekcję śpiewu. Oczywiście hultajska trójka uciekła do szynku lecz reszta zwierzątek śpiewała z zapałem. Barany fałszowały, kury potwornie gdakały, gęsi gęgały, a krowy chciały wszystkich przekrzyczeć. W interwałach beczały kozy i kwiczały świnie. Upiorny hałas. – No koniec! – wrzasnął dyrygent, stary, głuchy osioł. Cisza, jak makiem zasiał. A po chwili hurmem na pyszny podwieczorek: budyń, wafle, lody śmietankowe, rodzynki. Ale to wszystko było tylko w karcie. Naprawdę podano tylko musztardę, nawet bez serdelków, bo nie dowieźli. >Cholera, to już przesada<, klęły co zapalczywsze bydlątka. Więc zabrano musztardę, a podano kartofle. Zapchały się, to przestały narzekać”. Witold Sułkowski pisał także w „Pulsie” w innym tonie. Przykładem może być, zamieszczone w numerze 1 Kilka uwag o prozie. Jest to poważny głos w dyskusji, która od początku była obecna na łamach „Pulsu”. Dotyczyła ona postaw pisarzy, ich uwikłania w mechanizmy życia literackiego PRL. Sułkowski krytycznie odnosi się do tych pisarzy (także autorów „Zapisu”), którzy w początkach twórczości mieli doświadczenia socrealizmu. Na ten temat wypowiadał się także w Irytacji, zamieszczonej w numerze 6, która była reakcją na tekst Adama Michnika Intelektualiści i komunizm w Polsce po roku 1945, opublikowany w numerze 5 tego pisma. Jak twierdzi Konrad Tatarowski, Witold Sułkowski uczył: „czegoś, co można by nazwać „czytaniem PRL-u”, uwrażliwienia na komunistyczne kłamstwo i blichtr propagandowy”. Zmarł 22 kwietnia 2003 w Łodzi, dokąd kilka dni wcześniej przyjechał z Waszyngtonu na urlop.
Tomasz Filipczak urodził się 7 lutego 1954 roku w Łodzi. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Łódzkim. W latach 1977-1980 był pracownikiem Okręgowej Instytucji Rozpowszechniania Filmów w Łodzi. Od początku aż do wprowadzenia stanu wojennego był redaktorem „Pulsu”. Był także zaangażowany w wydawanie „Solidarności z Gdańskiem”. Kiedy wprowadzono stan wojenny, został internowany. Był więziony w Łęczycy, Łowiczu i Kwidzynie. Do 1983 roku pracował dorywczo w szpitalu i jako nauczyciel w szkole podstawowej. W latach 1983-1987 prowadził prywatne biuro turystyczne. Od 1988 roku był prezesem spółki Europa, zajmującej się dystrybucją filmów, a w latach 1992-1994 pełnił funkcję dyrektora Ośrodka Telewizji Polskiej w Łodzi. Był współzałożycielem, a później prezesem Łódzkiego Towarzystwa Inicjatyw Społecznych. Od młodzieńczych lat był zaangażowany w działalność opozycyjną: „Od 76 r. byłem w zasadzie zawodowym opozycjonistą”. Współpracował z Komitetem Obrony Robotników, a następnie z Komitetem Samoobrony Społecznej KOR. Organizował kolportaż pism korowskich. Od chwili założenia we wrześniu 1977 r. Niezależnej Oficyny Wydawniczej NOWA współpracował z nią, był jej przedstawicielem w Łodzi. Był organizatorem Centrum Informacyjno-Kulturalnego Solidarność, w ramach którego prowadzono klub dyskusyjny, pokazy filmów niezależnych, oraz kolportaż wydawnictw. Należał do animatorów Duszpasterstwa Środowisk Twórczych, działającego pod patronatem o. Stefana Miecznikowskiego przy kościele oo. Jezuitów w Łodzi. Współpracował też z tamtejszym Ośrodkiem Pomocy Uwięzionym. Opracował Raport o Łodzi, poświęcony społecznej i gospodarczej sytuacji miasta. W latach 1985-87 kierował łódzkim oddziałem Komitetu Kultury Niezależnej. Wydawał pod szyldem Oficyna Film i Literatura – książki w drugim obiegu. Był pomysłodawcą i redaktorem Polskiej Encyklopedii Niezależnej (1988).W „Pulsie” koordynował niemal wszystkie działania. Zajmował się pozyskiwaniem tekstów, a także techniczną stroną wydawania pisma, głównie numerów bibliofilskich, oraz kolportażem. Tomasz Filipczak pełnił wiele różnych funkcji, w tym często społecznych. Cokolwiek jednak robił, robił to z pasją i wielkim zaangażowaniem.
Większość publikowanych w „Pulsie” tekstów była w jakiś sposób wymierzona przeciwko komunistycznej władzy i w związku z tym autorzy pisma, a szczególnie jego redaktorzy, byli represjonowani. Wiele na ten temat można przeczytać w samym „Pulsie”, gdzie w rubryce Skargi, wnioski, życie urzędowe, opisywane były różne tego typu sytuacje, cytowane były dokumenty. Wobec redaktorów stosowano rozmaite szykany, złośliwości, wezwania, kolegia, tajemnicze telefony z pogróżkami. W mieszkaniu Bierezinów często odbywały się rewizje, zdarzały się zatrzymania na 48 godzin, przesłuchania. Władza szczególnie próbowała dociec, gdzie drukowany był „Puls”. W przewodzie wentylacyjnym mieszkania Bierezinów zainstalowano podsłuch. Był to zwyczajny mikrofon na drucie, poprowadzony od sąsiadów z góry, co wyglądało, jak wspominał Witold Sułkowski, wręcz humorystycznie. Zdarzały się także sytuacje, że ponieważ okradziony został pobliski kiosk, robiono rewizję, rekwirowano ołówki, papier, maszyny do pisania itp. Można bez przesady stwierdzić, że było to pismo wyjątkowe. Wyjątkowe, zarówno ze względu na wartość tekstów w nim publikowanych, ale także na jego formułę i założenia. Redaktorzy, zgodnie z zapowiedzią, publikowali głównie literaturę społeczną, w której autor „w sposób artystyczny wyraża uczucia współczesnego człowieka i jego przygody duchowe, a tym samym pozwala czytelnikowi na syntezę, która w liberalnym modelu kultury nazywała się prawdą”. Prawda była w tym czasie deficytowym towarem. Ludzie chyba bardziej jeszcze, niż podstawowych artykułów na sklepowych półkach, spragnieni byli jej właśnie. I ten głód skutecznie łagodził „Puls”. Podobnie jak inne wydawnictwa opozycyjne powstające w takim tempie i na taką skalę, że władze komunistyczne nie były już w stanie tego procesu zahamować i zapanować nad nim.
Renata Nolbrzak
|
||||||||||||