Sen
srebrny w Kaletniku
Przejść przez ogród
nie
dotykając trawy
dotknąć pszczoły tak
by nie
ukąsiła
promienie słoneczne
zebrać
w bukiet
zachłysnąć się
śpiewem ptaków
i
odpocząć pod lipą
nie
przerywając jej snu
* *
*
Mój
świat
to te
cztery ściany
i
serce otwarte na oścież
moje
życie
to
tykający w pośpiechu zegar
to
kilka słów
pisanych ukradkiem po nocy
mój
świat
to
kilka wierszy
zagubionych w morzu milczenia
* *
*
Tęsknią za Tobą buty
i
tęskni marynarka
krawat
samotnie
szlocha w szafie
okulary wypatrują Ciebie
pędzle
usychają z tęsknoty
a
farby tracą kolor
Twój
obraz powoli
zachodzi mgłą
Czy
ochronię Cię
przed
odejściem w niebyt
* *
*
Słońce
złotym
pędzlem
maluje
obrazy
deszcz
mokrym
piórem
pisze
wiersze
świat
to jeden
wielki
poemat
sygnowany ręką
niepojętej siły
* *
*
Słowa
i zdania
gonią
mnie
prześladują nienapisane wiersze
napisz
i mnie
wołają
stoję
na krawędzi
kartki
papieru
i
skaczę w przepaść słów
czy
ktoś mnie
w porę
uratuje
* *
*
Ucho
van Gogha
ręka
Stachury
serce
Jezusa
ciało
poświęcone Bogu
odrodzi się
van
Gogh
znów
namaluje obraz
Stachura
napisze wiersz
a
Jezus pokocha człowieka
* *
*
Obraz
czy słowo
oto
jest pytanie
gdzie
spotkać się z Bogiem
na
palecie barw
czy w
tomiku marzeń
jak
umrzeć
w pół
słowa
czy w
pół gestu
malarzem być
czy
poetą
oto
jest pytanie
* *
*
Tak
szybko
dni
uciekają
tak
szybko
uciekają słowa
ledwie
rozpoczęty poranek
a już
noc ciemna
ledwie
się myśl poczęła
wiersze umierają stojąc
* *
*
Żyję
po to
by
kochać
kocham
po to
by żyć
wydeptałeś ścieżkę
do
mego serca
stanąłeś w pół drogi
ja
Julia
zwisam
powojem z balkonu
czekając na ciebie
mój
Romeo
obyś
przybył w porę
* *
*
Zieleń
drzew
połączoną z błękitem nieba
porwał
wiatr
wymieszał wszystkie kolory
nadchodzącego lata
złotym
pędzlem
namalował słońce
a
bielą pokrył chmury
i tak
powstał obraz
rozpostarty na sztalugach zachwytu
* *
*
Trawy
falują
na
morzu łąki
rozrywane
wiatrem chmury
unoszą
się nad wodą
gdzieniegdzie
białe
stateczki milczenia
podkreślają linię horyzontu
oto
mój sen o morzu
wyśniony w Kaletniku
* *
*
Dzień
bez wiersza
to
stracony dzień
słońce
trawa drzewa
nienazwane słowem
tracą
barwy i sens
przemijają
jak
przemija sen
zapisana kartka papieru
to mój
bilet
do
nieba
Chrystus i geometria
Twoje
ramiona
rozciągnięte na krzyżu
tworzą
kąt prosty
z
cierpiącym tułowiem
z
Twoich stóp skrzyżowanych
cieknie strużką krew
korona
cierniowa
zakreślona cyrklem
tworzy
okrąg
wokół
Twej skroni
O
Chryste
Twoje
ciało
złożone z odcinków
broczy
krwią
żadne
twierdzenie
żaden
wzór
nie
wypowie Twojej męki