POWRÓT

Centauro

 .

 

Krystyna Kondek (1952-2007)

 

Sen srebrny w Kaletniku

 

Przejść przez ogród

nie dotykając trawy

dotknąć pszczoły tak

by nie ukąsiła

promienie słoneczne

zebrać w bukiet

zachłysnąć się

śpiewem ptaków

i odpocząć pod lipą

nie przerywając jej snu

 

 

* * *

 

Mój świat

to te cztery ściany

i serce otwarte na oścież

moje życie

to tykający w pośpiechu zegar

to kilka słów

pisanych ukradkiem po nocy

mój świat

to kilka wierszy

zagubionych w morzu milczenia

 

 

* * *

 

Tęsknią za Tobą buty

i tęskni marynarka

krawat samotnie

szlocha w szafie

okulary wypatrują Ciebie

pędzle usychają z tęsknoty

a farby tracą kolor

Twój obraz powoli

zachodzi mgłą

Czy ochronię Cię

przed odejściem w niebyt

 

 

* * *

 

Słońce

złotym pędzlem

maluje obrazy

deszcz

mokrym piórem

pisze wiersze

świat to jeden

wielki poemat

sygnowany ręką

niepojętej siły

 

 

* * *

 

Słowa i zdania

gonią mnie

prześladują nienapisane wiersze

napisz i mnie

wołają

stoję na krawędzi

kartki papieru

i skaczę w przepaść słów

czy ktoś mnie

w porę uratuje

 

 

* * *

 

Ucho van Gogha

ręka Stachury

serce Jezusa

ciało

poświęcone Bogu

odrodzi się

van Gogh

znów namaluje obraz

Stachura

napisze wiersz

a Jezus pokocha człowieka

 

 

* * *

 

Obraz czy słowo

oto jest pytanie

gdzie spotkać się z Bogiem

na palecie barw

czy w tomiku marzeń

jak umrzeć

w pół słowa

czy w pół gestu

malarzem być

czy poetą

oto jest pytanie

 

 

* * *

 

Tak szybko

dni uciekają

tak szybko

uciekają słowa

ledwie rozpoczęty poranek

a już noc ciemna

ledwie się myśl poczęła

 

wiersze umierają stojąc

 

 

* * *

 

Żyję po to

by kochać

kocham po to

by żyć

wydeptałeś ścieżkę

do mego serca

stanąłeś w pół drogi

ja Julia

zwisam powojem z balkonu

czekając na ciebie

mój Romeo

obyś przybył w porę

 

 

* * *

 

Zieleń drzew

połączoną z błękitem nieba

porwał wiatr

wymieszał wszystkie kolory

nadchodzącego lata

złotym pędzlem

namalował słońce

a bielą pokrył chmury

i tak powstał obraz

rozpostarty na sztalugach zachwytu

 

 

* * *

 

Trawy falują

na morzu łąki

rozrywane

wiatrem chmury

unoszą się nad wodą

gdzieniegdzie

białe stateczki milczenia

podkreślają linię horyzontu

 

oto mój sen o morzu

wyśniony w Kaletniku

 

 

* * *

 

Dzień bez wiersza

to stracony dzień

słońce trawa drzewa

nienazwane słowem

tracą barwy i sens

przemijają

jak przemija sen

zapisana kartka papieru

to mój bilet

do nieba

 

 

Chrystus i geometria

 

Twoje ramiona

rozciągnięte na krzyżu

tworzą kąt prosty

z cierpiącym tułowiem

z Twoich stóp skrzyżowanych

cieknie strużką krew

korona cierniowa

zakreślona cyrklem

tworzy okrąg

wokół Twej skroni

O Chryste

Twoje ciało

złożone z odcinków

broczy krwią

żadne twierdzenie

żaden wzór

nie wypowie Twojej męki

 

Strony grupy literackiej Centauro pod redakcją Marka Czuku i Henryka Zasławskiego