Dzieci Boga Kugu Jumo Wojciech Górecki |
Podróże |
O, siły niebieskie, połączcie się z ziemskim żywiołem dla szczęścia narodu mego! Niech słońce ogrzewa naród mój biały, niech jego bogactwo będzie wielkie jak księżyc w pełni, niech duch Mari pozostanie mocny i niewzruszony! O, potężny Szoczynawo, chroń naród mój biały przed wrogiem! Spraw, by nie zabrakło mu chleba i mięsa! Daj mu pomyślność i zgodę! Do ciebie modlimy się, o wielki Kugu Jumo, i prosimy, byś przyjął nasze dary - miód i piwo, chleb i mięso!
Śpiew ubranego w białą szatę kapłana - onajena odbija się echem od niewidocznych zza drzew pagórków na lewym brzegu Nemdy, od świętej góry Czumbłat, która zamyka równinę z drugiej strony. Wraca cichszy i bardziej przejmujący. Tłum Mari zlał się z tłem: naród żyjący przez wieki i tysiąclecia w lesie potrafi zniknąć wśród krzewów, udawać pnie drzew, nawet kołysać się łagodnie jak zarośla, choć nie za sprawą wiatru, a bogobojnego dreszczu. Pątnicy powtarzają słowa modlitwy, dym z ognisk, na których warzy się rytualna strawa, miesza się z kadzidłem onajena. Tu, w sercu puszczy, dokąd nie dotrze zgiełk miasta ani głos cerkiewnych dzwonów z monasteru w Jeżowie, zbudowanego przez cara w siedemnastym wieku by szerzył wiarę Chrystusa wśród podbitych sto lat wcześniej, lecz trwających przy pogaństwie Mari, człowiek naprawdę czuje się częścią natury. MIĘDZY TURKAMI A RUSIĄ Do świętego gaju trafić niełatwo. Lasami pokryta jest cała niemal maryjska republika, położona w połowie drogi między Moskwą a górami Uralu. Zgadnij człowieku, która kępa drzew poświęcona jest bogom! Najświętsze ze świętych pogańskich miejsc leżą do tego z dala od głównych dróg, często na terenach podmokłych - bez miejscowego przewodnika zabłądzisz, utopisz się w bagnie. Miałem szczęście poznając Jurija Kalijewa, etnografa z uniwersytetu w Joszkar-Ole, stolicy republiki. Kalijew, mały, żwawy Maryjczyk, nie wyróżnia się z tłumu. Gdy zaszedłem do jego gabinetu, siedział nad starymi mapami. Opowiedział mi o historii narodu, zwyczajach i obrzędach. Po paru godzinach nabrał zaufania: - Wiesz, sam jestem pogańskim duchownym - wyszeptał, oglądając się, czy nikt nie słyszy. Okazało się, że dla garstki wtajemniczonych od lat organizuje prywatne seminaria, na których rozstrząsane są zawiłości maryjskich wierzeń. Na drugi dzień Kalijew zorganizował auto i pojechaliśmy na świętą górę Czumbłat. W pewnym momencie uczony kazał zatrzymać samochód, wyskoczył i pobiegł za okutaną w czarne poncho babcią, ta jednak uciekła, a na jej twarzy malowało się dzikie przerażenie. Kalijew wrócił mocno zawiedziony: - Myślałem, że tego stroju nie używa się już od dobrych stu lat - opowiadał. - Babcia musi pochodzić z jakiegoś malutkiego chutoru nad Nemdą. Chciałem porozmawiać, widziałeś jak się wystraszyła. Tu ludzie się boją. Nie ma się co dziwić, gnębią nas od wieków - westchnął. Po chwili poprosił: - Nie mów nikomu, że biorę udział w modłach. Mogliby wylać mnie z uczelni... Mari albo Maryjczycy, znani w starszej literaturze rosyjskiej i polskiej jako Czeremisi (słowo to znajdziemy m.in. w Ogniem i mieczem), wyodrębnili się spośród zamieszkujących międzyrzecze wołżańsko-wiackie plemion ugrofińskich wcześnie, bo między V a X wiekiem., nie zdołali jednak stworzyć państwa. Przeszkodą były silne wpływy ludów tureckich - kolejno Chazarów, Bułgarów Wołżańsko-Kamskich i Tatarów - a od XI wieku także wpływy ruskie. W czasie wyprawy Iwana Groźnego na Kazań, Maryjczycy mieszkający na lewym, niskim brzegu Wołgi, stanęli po stronie Chanatu, natomiast ich rodacy z prawego, podwyższonego brzegu, poparli cara. Pamięć o bratobójczej walce przetrwała do dziś i utrwaliła różnice między Czeremisami lewobrzeżnymi - tzw. "Łąkowymi", a prawobrzeżnymi, czyli "Górskimi". Po przyłączeniu Powołża do Rosji Maryjczycy, pod wodzą swoich książąt i kapłanów, jeszcze przez kilkadziesiąt lat próbowali stawiać najeźdźcom zbrojny opór. Wzniecane przez nich powstania były krwawo tłumione przez rosyjskie ekspedycje karne. Moskwa rozpoczęła na nowych ziemiach intensywną kolonizację i chrystianizację, osiedlając rosyjskich chłopów i wznosząc monastery. Prawosławie zakorzeniło się jednak na trwałe tylko u Mari Górskich: Mari Łąkowi co prawda także przyjęli chrzest, lecz równocześnie trzymali się starej wiary. NARÓD DRUGIEJ KATEGORII Profesor Ksenofont Sanukow, historyk i jeden z liderów maryjskiego ruchu narodowego mówi, że współcześni Czeremisi cierpią w stosunku do Rosjan na "kompleks młodszego brata", czują się ludźmi drugiej kategorii: - Z jednej strony staliśmy się ofiarą ruskiej ekspansji, z drugiej na nasze ziemie następował wojowniczy świat turecki. W drugiej połowie XVI stulecia zostaliśmy podbici przez Moskwę Ruś. Ta epoka odcisnęła ślad w świadomości narodowej, w ustnych przekazach, legendach i podaniach o bohaterach, bijących się za wolność swojego ludu i ziemi ojczystej. Przemoc i gwałty towarzyszące zaprowadzaniu obcych rządów, narzucanie obcej religii, wbiło w zbiorową świadomość narodu maryjskiego poczucie uległości, niewolniczą mentalność, przeświadczenie, że jest się kimś gorszym. W ramach ZSRR Mari otrzymali najpierw obwód autonomiczny, a następnie, w 1936 r., republikę autonomiczną. W pierwszych latach władzy sowieckiej rozwinęła się maryjska kultura i oświata. W połowie lat trzydziestych większość czeremiskich oświatowców i ludzi kultury rozstrzelano. Najczęściej stawiano im zarzut, że chcieli oderwać republikę od ZSRR i przyłączyć do... Finlandii. - W rezultacie - ocenia Sanukow - rozwinęło się poczucie narodowego nihilizmu, strachu przez używaniem języka ojczystego, przed kultywowaniem ojczystej tradycji. Jeszcze w latach siedemdziesiątych na ulicach maryjskich miast nie słyszało się języka maryjskiego. Szkoły maryjskie przetrwały wyłącznie na wsiach. 8 lipca 1992 r. w miejsce autonomicznej utworzona została Republika Mari Eł, co oznacza "kraj Maryjczyków". Dzisiejsi Czeremisi należą do najgorzej wykształconych i najbiedniejszych narodów zamieszkujących Rosję. Nadal bardzo szybko się wynaradawiają, szybko też - jak Indianie w Ameryce Północnej - popadają w alkoholizm i inne nałogi. Na prezydenta republiki, głosami wsi maryjskiej, wybrany został Rosjanin (wyjątek w "etnicznej" republice), jakby nie znalazł się żaden godny tego stanowiska Maryjczyk! Osobistą tragedię przeżywa Ksenofont Sanukow. Po maryjsku nie mówi jego własna córka! Mari przypominają sobie o swojej własnej tożsamości raz do roku, na jesieni. Jakieś trzy czwarte narodu wyrusza wtedy do lasu, by wziąć udział w modłach. NIEWIERZĄCY - PRAKTYKUJĄCY Maryjczycy, jako jedyny naród w Europie, w całości zachowali swe pogańskie wierzenia. Miejscami kultu są kjusoso - święte gaje, których w republice jest 350. Modły, odbywające się nie częściej niż raz do roku (ogólnomaryjskie - raz na pięć lat), prowadzą kapłani - onajeni. Wierni przyprowadzają do lasu zwierzęta na ofiarę oraz przynoszą żywność, którą zjada się na miejscu: ze świętego gaju nie wolno nic wynieść, nawet trawy, którą kosi się przed modłami, nie wolno też przyjść nieumytym. Onajeni przy pomocy uczio, czyli pomocników, zarzynają zwierzęta, rozpalają ognisko i zwracają się do maryjskich bogów z prośbą o pomyślność dla narodu. Modły trwają najczęściej dwa-trzy dni.
Tradycyjna maryjska odzież. Muzeum we wsi Szapta w dzisiejszym Obwodzie Kirowskim Maryjska wiara, "czimari", mimo, iż otoczona przez dwie wielkie religie: prawosławie reprezentowane przez Rosjan i islam, który wyznają Tatarzy, mało się od stuleci zmieniała. Panem bogów i ludzi jest Kugu Jumo (Wielki Bóg). Ogromną potęgą dysponuje też bóg Szoczynawa Jumo, który daje życie wszystkiemu na ziemi. Losem kobiet i mężczyzn, najważniejszymi czynnościami (wojną, uprawą roli) i zjawiskami atmosferycznymi, opiekują się niższe rangą bóstwa, których jest 77. Bogowie podtrzymują łączność z ziemią przez posłańców - pijambarów. Mari mają własny mit o powstaniu świata i stworzeniu człowieka, co charakteryzuje przecież tylko najbardziej rozwinięte systemy religijne. - W odniesieniu do pogan "wierzący" to raczej nieodpowiednie słowo - mówi dr Lidia Tojdybekowa, Maryjka pracująca na uniwersytecie Joensuu w Finlandii i badająca obrzędy Czeremisów. - My się nie modlimy na co dzień, tylko od święta, gdy czujemy potrzebę: przyszła jesień, plony zebrane i trzeba powiedzieć przyrodzie "dziękuję". Gdy nie czujemy potrzeby, nie modlimy się. W chrześcijaństwie trzeba się spowiadać, pogaństwo to religia swobodna. Poganie w gruncie rzeczy nie są wierzący - wiedzą, że trzeba zachować obrzędy, szacunek dla przyrody i dla przodków, i to wszystko. Pogaństwo przetrwało zapewne przede wszystkim dzięki izolacji, w jakiej przez wieki żyli Maryjczycy. Czeremiskie wsie były nieduże, składały się z kilku chałup na leśnej polanie i nie utrzymywały kontaktu ze światem. Niektórzy badacze próbują objaśnić maryjski fenomen konserwatyzmem narodu, inni - faktem łączenia przez dawnych maryjskich książąt (sprzed XVI w.) władzy świeckiej i duchownej (główny książę był zarazem naczelnym kapłanem). Najwybitniejsi książęta uznawani byli po śmierci za równych bogom, a ich groby stawały się celem pielgrzymek, co konsolidowało współwyznawców. Do dziś licznie odwiedzane jest miejsce pochówku księcia Czumbłata, na którym usypano wielki kopiec. W 1993 r. patriarcha Aleksiej II otworzył Joszkar-Ole biskupstwo. Władyka Ioann nie chce rozmawiać z onajenami, choć styka się z nimi na państwowych uroczystościach. Ostatnio na zaprzysiężeniu prezydenta, na które zaproszono także głównego kapłana pogan. Powołując się na postanowienia Soboru Jerozolimskiego z 48 r. mówi, że pogaństwo to wróg, z którym należy walczyć. Z kolei Ksenofont Sanukow uważa, że sam fakt stworzenia eparchii był aktem politycznym mającym umocnić wpływy rosyjskie i przeszkodzić odrodzeniu narodowemu Mari. Z WIZYTĄ U PAPIEŻA Droga do Stiepana Milutina, najważniejszego maryjskiego kapłana, zajmuje pół dnia. Ze stolicy republiki, Joszkar-Oły, jedzie się kilka godzin rozklekotanym autobusem do wsi Sernur, gdzie kończy się asfalt. Potem trzeba przejść dziesięć kilometrów polami, brodząc po łydki w nieprawdopodobnym, nie wysychającym nawet latem, błocie. Posiołek Jangranur to kilkanaście chałupin, chylących się ze starości ku ziemi. W chałupinach - sami emeryci. Każdy, kto mógł, wyjechał do miasta. Teraz, gdy w mieście nie ma roboty albo miesiącami nie płacą pensji, miastowi plują sobie w brodę. Na wsi człowiek choć świniaka uchowa, jajka ma własne, warzywa zasadzi. I jeszcze pomoże krewniakom z miasta. Wychodzi na to, że Jangranur wraz z setkami podobnych, nędznych wiosek, utrzymują industrialną Joszkar-Ołę. Milutin, maryjski "papież", nie przypomina duchownego. Ubrany w kufajkę i walonki - strój ludowy rosyjskiej wsi - krząta się po obejściu jak zwyczajny rolnik. Dopiero, gdy proszę go, by ubrał się w białe szaty liturgiczne i zapozował do fotografii, przechodzi metamorfozę - jego twarz nabiera uduchowienia i dostojeństwa, ruchy stają się powolne, dystyngowane, język nabiera gładkości. Onajeni różnią się od innych Mari wyłącznie w czasie modłów, na co dzień pracują jak wszyscy. Cieszą się, oczywiście, szacunkiem, ludzie przychodzą do nich po radę.
Stiepan Milutin, "papież" maryjskiej wiary, z dziećmi.
Stiepan Milutin w szatach liturgicznych pozuje do fotografii
- W naszej religii wszystko jest wolne, naturalne - mówi Milutin. - Nikt niczego nie kontroluje, nie reglamentuje. Kapłani służą narodowi. Z faktu, że ktoś jest kapłanem, nie płyną dochody ani przywileje. "Papież" jest z początku nieufny, nie chce mówić. Pamięta czasy stalinowskich represji, gdy komsomolskie brygady wycinały święte gaje, a onajenów wysyłano na Sybir. Ludzie modlili się wtedy po domach albo do świętych drzew. Z tą obecną demokracją też jeszcze nic nie wiadomo. Władyka Ioann powiedział mu kiedyś wprost: "zrobię wszystko, by wytępić pogan". Milutin został kapłanem w 1953 r., miał wtedy 23 lata. Nikt nie uczył go obrzędów i modlitw, wszystko miał we krwi: ojciec i dziadek też byli duchownymi. Trzy lata temu głosami wszystkich 60 żyjących w Mari-Eł onajenów został wybrany przywódcą "czimari". Pytany, co trzeba zrobić, by zostać onajenem, odpowiada: - Należy być przyzwoitym człowiekiem. W Milutinowym domu wiszą prawosławne ikonki. - Jedno drugiemu nie przeszkadza - mówi gospodarz. - Bóg jest taki sam u Mari i u Rosjan. Wiary są różne, Bóg jest jeden. Trzeba wierzyć w Boga, wtedy Bóg pomoże ci żyć. Będę kapłanem do końca życia, a potem synowie pewnie. Nie wiem jeszcze, który. BÓG ZSZEDŁ NA ZIEMIĘ - O, Wielki Kugu Jumo! Tobie poświęcamy modlitwę. Przyszliśmy do świętego gaju, do tego miejsca błogosławionego, gdzie modlili się nasi przodkowie. Uznaj pragnienie nasze za godne spełnienia. Wysłuchaj modłów naszych, przyjmij z miłością ofiary, jakie Ci przynosimy! - O Kugu Jumo i wszyscy nasi bogowie! Dla was rozpalamy żywy ogień. Rozpoczynamy nasze modły i na waszą wielką cześć rozpalamy trzy ofiarne ogniska. Matko ognia, piękne jest twoje oblicze, piękne Twoje gibkie ciało, zanieś nasze najskrytsze pragnienia do nieba razem z zapachem ofiarnego jadła! - O Kugu Jumo wielki i dobry! Nie dla siebie, dla narodu Twego ulubionego, dla białego narodu Mari, który klęczy dziś przed Tobą na kolanach, jak niegdyś klęczeli nasi ojce i dziady, dla niego proszę! Bądź dla nas łaskawy, jak w starodawnych latach. Głos onajena cichnie, ginie w listowiu, zapada się w leśne poszycie. Jurij Kalijew, uczony zajmujący się maryjskimi wierzeniami na uniwersytecie w Joszkar-Ole, a dziś uczio - pomocnik kapłana, daje znak, że można zacząć ucztę. Wielu Mari, dzieci odwiecznych kniei i potomków Kugu Jumo, dziś po raz pierwszy od roku naje się do syta... Tekst i zdjęcia Wojciech Górecki
|